Wojciech S. Wocław, szkoleniowiec, partner zarządzający w Agencji Komunikacji Życie: Sztuka życia – savoir-vivre zawsze i wszędzie

Wojciech S. Wocław, szkoleniowiec, partner zarządzający w Agencji Komunikacji Życie: Sztuka życia – savoir-vivre zawsze i wszędzie

Zacznijmy od historii. Grecy i Rzymianie cenili życie piękne, pełne ceremoniałów i uprzejmości. Arystoteles pisał, że wszystko powinno być najwyższej jakości – człowiek, jego rzeczy i maniery. Czy to właśnie w starożytności należy szukać korzeni europejskiego savoir-vivre’u?

Jestem przywiązany do poglądu, że Europa opiera się na trzech fundamentach: antycznej Grecji, prawie rzymskim i tradycji judeochrześcijańskiej. Myślę, że starożytność dała nam między innymi kategorię harmonii, której potrzeba odzwierciedla się w wielu zasadach savoir-vivre’u. Dobre wychowanie to próba wprowadzenia harmonii do chaosu naszych relacji. Chrześcijaństwo wraz z przykazaniem „Kochaj bliźniego swego jak siebie samego” w jakimś sensie dało nam iskrę do rozpalenia ognia empatii.

Savoir-vivre to sztuka życia. Czasy się zmieniają, a wraz z nimi ewoluują obyczaje, w tym i zasady savoir-vivre’u, czyli sztuki życia. Istnieją oczywiście zasady, które nie zmieniły się od czasów przed naszą erą. W biblijnej Mądrości Syraha, powstałej blisko dwieście lat przed naszą erą, można przeczytać: „Jedz, co leży przed tobą, jak człowiek, nie bądź żarłoczny, abyś nie wzbudził odrazy. Przez dobre wychowanie pierwszy zaprzestań [jedzenia], nie bądź nienasycony, byś kogo nie zraził.“ W głębi średniowiecza radzono m.in., że „nikt nie powinien z drugim używać do jedzenia tej samej łyżki“. To rady Thomasina von Zerklaere (śmiech). Z kolei zmianie uległy między innymi zasady dotyczące naszych wzajemnych relacji. Dziś świadczymy dla siebie pracę na podstawie odpowiednich umów, a nie relacji feudalnych. W ostatnich latach redefiniujemy kobiecość, z czym wiążą się chociażby to, że panie odgrywają dziś inne role niż kiedyś. To z kolei ma wpływ na kształt dawnych zasad savoir-vivre’u.

Wzorce zachowań przeniosły się na dwory królewskie i rozprzestrzeniały się stamtąd. W czasach monarchii dworska etykieta przybrała ogromne rozmiary, ściśle regulując rozkład dnia i każdy drobiazg życia na dworze. Jakie miało to znaczenie i w czym pomagało?

Z jednej strony etykieta pomagała budować — posłużmy się dzisiejszym terminem — wizerunek władcy i monarchii, z drugiej zaś — porządkowała życie. Ambasador Tomasz Orłowski w książce „Protokół dyplomatyczny” opisuje historię, która wydarzyła się w 1661 roku w Londynie. Doszło tam do krwawej bójki pomiędzy służbą francuskiego i hiszpańskiego ambasadora, ponieważ żaden z nich, zgodnie z nakazami swojego władcy, nie chciał ustąpić pierwszeństwa powozowi drugiego. Zasady precedencji, czyli pierwszeństwa, miały pomóc uniknąć podobnych sytuacji. Z całą pewnością dworskie obyczaje wynikały również z powodów czysto estetycznych: miały czynić życie piękniejszym, bardziej wyrafinowanym.

Europa masowo zaczęła odrzucać savoir-vivre w latach lat 60. XX wieku. Wraz z nadejściem liberalizmu przyszły czasy totalnego luzu, a więc również negacji zasad dobrego wychowania. Savoir-vivre był zwalczany jako objaw „starego porządku” czy też burżuazyjny obyczaj. Czy w dzisiejszych czasach powinniśmy wciąż przejmować się etykietą?

Powiedziałbym: nie przejmować, a interesować się. Obie moje książki, jedna poświęcona savoir-vivre’owi, druga — etykiecie w biznesie mają podtytuł „czyli jak ułatwić sobie życie”. Studiując dziedzinę savoir-vivre’u i etykiety zauważyłem w pewnym momencie, że te zasady były tworzone właśnie po to: aby ułatwiać, a nie utrudniać codzienne funkcjonowanie. I tu dwie uwagi. Często powtarzam, że zamiast o zasadach savoir-vivre’u lepiej mówić o podpowiedziach, o pewnych możliwych, sprawdzonych scenariuszach reagowania w danej sytuacji. Scenariuszach, których odegranie daje pewność, że postąpi się w porządku, bez ryzyka zranienia kogoś, popsucia relacji czy popełnienia gafy. I druga sprawa: musimy pamiętać, że te scenariusze rodziły się w jakimś określonym kontekście – historycznym, społecznym itd. Jeśli zmienia się kontekst — prawdopodobnie zmieniają się również scenariusze.

Paradoks naszych czasów polega na tym, że często nie zauważamy uniwersalności savoir-vivre’u jako takiego. Skupiamy się jedynie na scenariuszach, które tracą ważność. Ktoś sięga po poradnik do savoir-vivre’u, czyta, że kobietę należy ucałować w dłoń albo że ksiądz ma pierwszeństwo przed wójtem, więc teatralnie zatrzaskuje książkę i dochodzi do wniosku, że savoir-vivre trzeba odrzucić, ponieważ jest anachroniczny. Podejście powinno być inne. Należałoby się zastanowić, czego wyrazem było jedno czy drugie opisane zachowanie i jak to jest dziś. Czy wciąż chcemy wyrażać to samo? A jeśli nie, to jaki zewnętrzny wyraz, jaką manifestację znajduje to, co dla ważne współcześnie?

Z jednej strony część z nas odrzuca zasady savoir-vivre’u, a z drugiej na co dzień znajduje się w sytuacjach, w których potrzebuje szybkiego i sprawdzonego scenariusza działania. Kogo komu przedstawić? Czy to ja mam teraz podać rękę jako pierwszy czy poczekać? Co ubrać na taką, a nie inną okazję? Aby więc ułatwić sobie życie, aby móc sobie pozwolić na odrobinę lenistwa w relacjach z ludźmi i nie musieć wymyślać koła za każdym razem na nowo, aby móc dać sobie swobodę i luz w relacjach z ludźmi — warto „przejmować” się dziś etykietą.



Wiele zasad i norm zanikło w czasach PRL-u. Upadek obyczajów nastąpił niemal we wszystkich dziedzinach życia, także w kontaktach międzyludzkich. Elity były tępione, niektórzy jeszcze pamiętają niemiłe ekspedientki, opryskliwe urzędniczki, gafy dygnitarzy partyjnych. Jakie były i są skutki wpływów czasu PRL na kulturę społeczeństwa?

Opłakane. Uważam, że Polsce warto by się zacząć przyglądać przez ten sam pryzmat, przez który patrzymy dziś na byłe kolonie. Koniec końców w zasadzie od 1795 roku byliśmy pod rozbiorami. Nie mieliśmy szansy na rozwój w takich samych warunkach, jak chociażby państwa Europy Zachodniej. Okres PRL-u próbował stworzyć nowego człowieka w odniesieniu do pewnej konkretnej idei. Ten nowy człowiek miał się zrodzić w wyniku rewolucji, nie ewolucji. Uważam, że coś takiego jest nie tylko niebezpieczne, ale i szkodliwe. Nie mam nic przeciwko zmianie. Wolę jednak, kiedy ta dzieje się w swoim tempie, naturalnie. W każdym razie ten okres od 1795 do 1989 roku czyni nas poniekąd ludźmi, którzy muszą wciąż na nowo się wymyślać. A to rodzi konieczność ciągłego podejmowania nowych prób, ciągłego sprawdzania nowych rozwiązań, szukania wzorców. Najczęściej gdzie indziej niż u siebie, niż we własnej tradycji. To dlatego bywamy dziś, jak mi się wydaje, bardziej amerykańscy niż Amerykanie, bardziej zachodni niż ludzie z Zachodu, bazując przy tym najczęściej jedynie na popularnych wyobrażeniach, płynących z kina, mediów społecznościowych, gazet itd.

Obecnie w znacznym stopniu surową dyscyplinę zastąpiło bezstresowe wychowanie. Nie istnieje już tzw. kindersztuba. Coraz częściej media lansują prostactwo i wulgarność. Jakie mogą być długofalowe skutki wychowywania młodzieży „bez zasad”? Ułatwi im to życie czy utrudni?

Trafiłem kiedyś w internecie na pewien mem. Trudno powiedzieć, ile wspólnego z prawdą ma ta historia, ale, jak to z przypowiastek, morał płynie z niej interesujący. Otóż miano zapytać pewnego arabskiego szejka o przyszłość jego kraju. On na to miał powiedzieć tak: „Mój dziadek jeździł na wielbłądzie, mój ojciec tak samo, ja jeżdżę mercedesem, mój syn land roverem, mój wnuk prawdopodobnie też będzie jeździł land roverem, a mój prawnuk prawdopobnie znowu na wielbłądzie”. „Jak to?!” – zdziwił się słuchający, na co szejk rzekł: „Trudne czasy kształtują silnych ludzi, silni ludzie tworzą dobre czasy, dobre czasy rodzą słabych, a słabi tworzą ciężkie czasy”. Cóż, wszystko zależy od tego, jak rozumiemy to bezstresowe wychowanie. Jeśli polega na tym, że nie wyznaczamy dzieciom granic i przez to nie uczymy ich stawiania granic, nie wymagamy od dzieci obowiązkowości, brania odpowiedzialności, nie uczymy, że akcja wywołuje reakcję, czyli że określone zachowania przynoszą określone skutki i tak dalej, to zapewne w przyszłości utrudni to życie nam wszystkim. Jeśli bezstresowe wychowanie oznacza rozmowę zamiast wylewania kubła pomyj na głowę, jeśli opiera się na empatii i asertywności, jeśli zakłada traktowanie dziecka jako przyszłego dorosłego, a więc z odpowiednim szacunkiem, bez charakterystycznego protekcjonalizmu, jeśli wychodzi z założenia, że dziecko pisze własną historię, to jestem „za” takim bezstresowym wychowaniem. Obawiam się, że część ludzi myli bezstresowe wychowanie z brakiem wychowania. Prostactwo i wulgarność rodzi to drugie.

Savoir-vivre silnie kultywowany jest zawsze w dyplomacji, tzw. dawnej arystokracji czy pewnych grupach inteligencji. Może savoir-vivre to styl życia elit, aby żyć zgodnie z jego zasadami, trzeba być niezależnym finansowo i mieć czas?

I tak, i nie. Niezależność finansowa oraz swoboda dysponowania czasem na pewno stwarzają więcej możliwości. Nie zmienia to faktu, że w życiu większości z nas istnieje przestrzeń, w której znajomość zasad savoir-vivre’u może nie tylko pomagać, ale również dawać poczucie podnoszenia jakości i poziomu życia. Większość z nas obraca się w środowisku, w którym obowiązują jakieś zasady pierwszeństwa czy hierarchii, zastanawiamy się, jak dostosować strój do okazji, chodzimy do restauracji i na przyjęcia, w czasie których chcemy zachowywać się swobodnie i bez poczucia, że popełnimy gafę. Pochodzę z małej miejscowości. Kiedyś mój sąsiad, emerytowany górnik, powiedział mi: „Wiesz, jak się tak przeczyta tę twoją książkę albo posłucha tych twoich filmów na YouTube, to jak człowiek jedzie do Gołębiewskiego na wakacje, to przynajmniej wie, co zrobić przy stole z tymi wszystkim nożami, widelcami i kieliszkami”. Mój sąsiad zaczął zdobywać w życiu pewne doświadczenia, wykraczające poza wychowanie, które zdobył we własnym domu, ale nie miał klucza do tego zamka. Znalazł go w dziedzinie, którą poznał… po sąsiedzku. W czasach mojej podstawówki było jasne, że ci, co się nie uczą mają piątki z wuefu, za to prymusi na wuefie albo siedzą na ławce albo dostają dwóje. Niektórzy obrażają się dziś na savoir-vivre, ponieważ historycznie kojarzy się z arystokracją… Wyobraźmy sobie teraz, że ktoś obraża się na sport, ponieważ historycznie kojarzy mu się z tymi, co wiedzą ani inteligencją nie grzeszyli. Kto na tym traci? Ci wysportowani? Ci dobrze wychowani?

Mówi się, że dobry kelner poznaje z kim ma do czynienia na podstawie jego manier. Ostatnio modne są tzw. nowe elity. Czy człowieka dobrze wychowanego można udawać? Można się zasad dobrego wychowania wyuczyć, jeśli nie wyniosło się tego z domu?

Ktoś powiedział, że podróże kształcą, ale ludzi wykształconych. Kelner pozna, z kim ma do czynienia, jeśli wcześniej sam zdobył dobre wykształcenie w swoim zawodzie i przede wszystkim sam ma odpowiednie maniery. Czy kelner z łapanki ma na to szansę? Spotkałem się kiedyś z opinią, że w krajach na dorobku najlepsze samochody stoją pod McDonaldem. Ludzie, którzy się dorobili lubią bowiem już gdzieś wyskoczyć, ale nie lubią krępować się strojem ani zasadami… Zostaje więc fast food zamiast dobrej restauracji. Czy zasad dobrego wychowania da się nauczyć? Da się. Tak, jak języka. I tak jak w przypadku języka, którego nauczyliśmy się jako drugiego lub trzeciego prawdopodobnie nie będziemy używali go jak natywni mówcy, ale będziemy się mniej lub bardziej sprawnie nim posługiwać. Ktoś, kto dopiero na pewnym etapie poznał pewne zasady nie będzie miał takiej sprawności w posługiwaniu się nimi, jak ktoś, kto znał je i praktykował od dzieciństwa. Jednakże dzieci tego kogoś będą znały je już od początku swojego życia. I na tym polega zmiana. Postawmy więc takie pytanie: Czy nowe elity chcą się dziś nauczyć czegoś, co było charakterystyczne dla elit od zawsze? Czy wychodzą z założenia, że wystarczy to, jakie są? Tu wracamy do problemu wymyślania się na nowo… Człowiek dobrze wychowany to przede wszystkim ktoś, kto zachowuje się naturalnie. Naturalności nie można udawać, ponieważ wtedy nie będzie naturalnością.



Czy savoir-vivre wróci do łask? Czy zaczynamy sobie uświadamiać wagę kultury życia codziennego i zauważamy, że dzięki przestrzeganiu zasad życie jest piękniejsze i łatwiejsze? 

To zależy, jaki savoir-vivre ma pani na myśli. Jakiś savoir-vivre wciąż jest w łaskach. Jak przekonywała mnie kiedyś studentka na zajęciach, Boryna też miał swój savoir-vivre. Musimy sobie zadać pytanie do jakich wzorców chcemy sięgnąć. Arystokracja ma dziś zły PR (byle wspomnieć tu chociażby ostatnio polemikę Szczepana Twardocha i Macieja Radziwiłła na łamach „Gazety Wyborczej” albo książkę „Ludowa historia Polski” Adama Leszczyńskiego, którą właśnie czytam), PRL-owska inteligencja kojarzy nam się biednie i przaśnie, klasa średnia… Zresztą, czy mamy klasę średnią? No więc co? Zostaje podglądanie celebrytów i Zachodu? Jesteśmy w jakimś procesie. Jak już mówiliśmy, wymyślamy się na nowo.

Od ponad dziesięciu lat przyglądam się temu, jak na przykład zmieniają się stroje gości gal różnych nagród, pokazywanych co roku w telewizji. Zmieniają się. Proporcja dżinsów i t-shirtów oraz garniturów i smokingów zmieniła się w tym czasie na rzecz eleganckich strojów. I zapewne będzie się zmieniać w tym kierunku. Byłem ostatnio na podobnym wydarzeniu. Gospodarze nie podali dress code’u — błędnie, ponieważ spowodowało to skonfundowanie wśród gości — a mimo to większość osób przyszła ubrana elegancko. Jeśli spróbować by ulokować zasady savoir-vivre’u w słynnej piramidzie potrzeb, to na pewno nie znalazłyby się u jej fundamentu. U samego szczytu zapewne też nie, choć z całą pewnością na ten szczyt prowadzą. Zasady to w gruncie rzeczy głupia rzecz. To, żeby wiedzieć — sparafrazujmy tu „Pana Tadeusza” — „jak nogą zręcznie wierzgnąć, z uśmiechem witać lada kogo” to nie jest kluczowa sprawa w naszym życiu. Ale w ogóle nie znać tych zasad na pewnym etapie życia to rzecz jeszcze głupsza.

Czym jest savoir-vivre w biznesie? Czy znajomość zasad savoir-vivre’u jest ważna dla rozwoju i egzystencji firmy? Jest to istotny fundament budowania i umacniania marki firmowej?

Niedawno w pociągu z Warszawy do Krakowa poznałem pewną panią. Prowadzi własną firmę. Skończyła prawo, dość wcześnie zaczęła robić karierę i to od razy z wysokiego C. W wieku 23 lat została dyrektorem finansowym w polskiej filii dużej międzynarodowej firmy. Myślę, że musiało to być z 10-15 temu. Wie pani jakie było jedne z pierwszych szkoleń, jakie zapewniła jej firma? Szkolenie z etykiety w biznesie. Trenerkę sprowadzono zza granicy. Nie mam wątpliwości, że w świadomych biznesach i w firmach na pewnym poziomie to jest fundament budowania i umacniania marki, przede wszystkim własnej marki pracowników – profesjonalistów, którzy reprezentują te firmy na zewnątrz.

Czy jest możliwe nawiązywanie i utrzymywanie pozytywnych relacji z klientami i partnerami biznesowymi, bez znajomości i stosowania zasad etykiety? A może to etykieta jest czymś, co nas wyróżnia na tle konkurencji?

Nie będziemy się oszukiwać. Żyjemy dziś w czasie, w którym jeśli zgadza się jakość i cena produktu, który chcemy mieć, to jesteśmy w stanie przymknąć oko na to, czy mamy do czynienia z kimś dobrze czy źle wychowanym. Jednocześnie historie o zerwaniu kontraktu z powodu złego zachowania kontrahenta wciąż się zdarzają. Mój kolega, adwokat, powiada, że prawo nie jest po to, żeby utrudniać ludziom życie, tylko po to, żeby mieć kij na tych, którzy chcą innym wejść na głowę. Z zasadami dobrego wychowania jest podobnie. Nie mają nas ograniczać, ale mają być instancją, do której wszyscy możemy się odwołać, jeśli ktoś idzie o krok za daleko. Uważam przy tym, że każda firma powinna potraktować szkolenie z etykiety w biznesie i dress code’u jako coś podstawowego, być może jako element programu wdrożenia pracownika biurowego, nie mówiąc już o stanowiskach kierowniczych, menadżerskich, dyrektorskich itd. Każdy profesjonalista już sam doskonale będzie wiedział, co z tą wiedzą i umiejętnościami zrobić. Warto jednak, aby je otrzymał. To nie przeszkodzi w życiu zawodowym, a z całą pewnością może pomóc.


Wojciech S. Wocław

Zawodowy konferansjer, szkoleniowiec, partner zarządzający w Agencji Komunikacji Życie. Występował w 10 krajach na 4 kontynentach. W 2017 roku jego nazwisko pojawiło się w „Rankingu najlepszych prowadzących“ magazynu PRESS. Nazywany ulubionym konferansjerem polskiego biznesu. Prowadzi szkolenia z savoir-vivre’u, etykiety w biznesie i dress code’u. Autor książek „Savoir-vivre, czyli jak ułatwić sobie życie” oraz „Etykieta w biznesie, czyli jak ułatwić sobie życie w pracy“ i filmowych poradników, które można oglądać na kanale „Wojciech S. Wocław“ w serwisie Youtube. Jego firma zajmuje się m.in. wdrażaniem dedykowanych platform ze szkoleniami online dla firm (www.naszczyt.biz). Pracuje dla największych polskich i zagranicznych firm, wykłada na uczelniach wyższych. Częsty gość programów telewizyjnych i radiowych. Więcej na www.wojciechswoclaw.pl.


Last Updated on 28 maja, 2021 by Łukasz

Udostępnij
KATEGORIA
Udostępnij artykuł