Transformacja energetyczna z rozsądkiem: efektywność, finanse i realne korzyści dla firm. Wywiad z Jackiem Kostrzewą, Prezesem Zarządu KAPE S.A.
Transformacja energetyczna przestała być wyłącznie postulatem polityki klimatycznej – dziś staje się jednym z kluczowych czynników konkurencyjności gospodarki. W obliczu rosnących wymagań regulacyjnych, presji kosztowej i wyzwań inwestycyjnych pytamy o to, jakie realne narzędzia wsparcia mają do dyspozycji przedsiębiorcy i samorządy oraz czy Polska jest gotowa na nowy model finansowania efektywności energetycznej. O systemowych rozwiązaniach, barierach i praktycznych mechanizmach rynkowych rozmawiamy z Jackiem Kostrzewą, Prezesem Zarządu Krajowej Agencji Poszanowania Energii.
Dynamicznie rosnące wymagania regulacyjne – od efektywności energetycznej po ESG – stawiają przed biznesem nowe obowiązki. Na jakie rynkowe i systemowe mechanizmy wsparcia mogą dziś liczyć przedsiębiorstwa w Polsce?
Dziękuję za możliwość rozmowy. Jest wiele narzędzi, których przedsiębiorcy mogą użyć, by zaadaptować się do sytuacji, w której się znajdują, np. w zakresie monitorowania zużycia energii. Nawet jeśli coś jeszcze nie zostało wdrożone, to za chwilę będzie – rok 2027, kiedy zacznie obowiązywać część nowych przepisów, jest już właściwie „przedwczoraj”. Na pewno działać trzeba już dzisiaj. Wiele zależy od tego, kiedy wejdzie w życie nowelizacja Ustawy o Efektywności Energetycznej i nowelizacja ustawy Prawo Energetyczne, które wprowadzą liczne nowe obowiązki dla przedsiębiorstw. To wszystko się ze sobą łączy. Te wymagania będą większe lub mniejsze, w zależności od sektora czy wielkości firmy, ale będą.
W kolejce do programów wsparcia priorytet mają jednostki samorządu terytorialnego i jednostki budżetowe, dalej jest przysłowiowy Kowalski, a przedsiębiorcy są na samym końcu. Co nie znaczy, że nie otrzymają nic. Zarówno w regionalnych programach operacyjnych, jak i w programach ogólnopolskich można znaleźć wiele możliwości wsparcia inwestycji w odnawialne źródła energii, na przykład biogazownie, instalacje fotowoltaiczne czy magazyny energii. Takie projekty nie tylko obniżają koszty funkcjonowania firmy, ale też pomagają wypełniać zobowiązania klimatyczne.
Warto też wspomnieć o mechanizmie białych certyfikatów, który funkcjonuje w Polsce od kilkunastu lat, a mimo to nadal pozostaje mało znany wśród przedsiębiorców. Jeśli firma zrealizuje inwestycję przynoszącą wymierny efekt w postaci oszczędności energii, może uzyskać od Urzędu Regulacji Energetyki tzw. „białe certyfikaty”. To prawa majątkowe, które można następnie sprzedać na Towarowej Giełdzie Energii. Dziś ich wartość wynosi około 2300 złotych (stan na 19.02.2026) za tonę oleju ekwiwalentnego zaoszczędzonej energii, co stanowi realne źródło dodatkowych przychodów.
KAPE wspiera przedsiębiorców na każdym etapie tego procesu – od identyfikacji potencjalnych oszczędności, przez opracowanie dokumentacji i uzyskanie certyfikatów, aż po ich rozliczenie na giełdzie. Dzięki temu firmy mogą efektywnie korzystać z dostępnych mechanizmów wsparcia i w praktyczny sposób realizować cele związane z transformacją energetyczną.
Osoby decyzyjne często nie mają wystarczającej wiedzy w zakresie efektywności energetycznej. Czy narzędzia takie jak systemy zarządzania energią albo wspomniany mechanizm „białych certyfikatów” stają się już standardem w firmach energochłonnych? Co jest dziś największą barierą ich wdrażania?
Tak powinno być, ale w praktyce często firmom to umyka, bo wiele zależy od tego, jaki procent kosztów prowadzenia przedsiębiorstwa stanowi energia. Jeśli jest on relatywnie niski, temat zwykle schodzi na dalszy plan. Nowelizacja wspomnianej już Ustawy o Efektywności Energetycznej wprowadzi zasadę, że przedsiębiorstwa, które przekroczą 85 TJ średniego zużycia energii z ostatnich trzech lat, będą zobowiązane wdrożyć system zarządzania energią zgodny z normą ISO 50001. Ten system konsoliduje i agreguje wszystkie elementy zarządzania energią. W nowocześnie zarządzanym przedsiębiorstwie powinien to być jeden z podstawowych elementów programu zarządczego: regularnie sprawdzamy, ile wydajemy na energię i co możemy zrobić, aby wydawać mniej. W wielu przypadkach jest to po prostu kwestia ograniczenia marnotrawstwa.
Jeśli chodzi o bariery, to pierwszą z nich jest brak wiedzy. Drugą jest hierarchizacja potrzeb – inwestycje w efektywność energetyczną często przegrywają z bardziej „widocznymi” projektami biznesowymi. Trzecią barierą jest jakość dostępnych usług – zdarza się, że przedsiębiorcy ulegają presji sprzedawców określonych technologii, które nie są dopasowane do charakterystyki energetycznej danego obiektu.
Z drugiej strony w najbliższych latach coraz większe znaczenie będą miały także taryfy dynamiczne dla energii elektrycznej. Dziś korzysta z nich kilkadziesiąt tysięcy klientów, ale docelowo może to być kilka milionów. Jeśli jednak system zarządzania energią nie będzie koherentny – nie pozwoli rozpoznać, na co i o jakich porach zużywamy energię, nie umożliwi magazynowania nadwyżek ani kupowania w najtańszych godzinach – to prosta droga do katastrofy, prawda? W takim przypadku lepiej pozostać przy przewidywalnych taryfach.
Czy dostrzega Pan, że przedsiębiorstwa coraz częściej postrzegają politykę klimatyczną nie jako obowiązek, lecz jako źródło przewagi konkurencyjnej? Jak ta zmiana perspektywy wpływa na projektowanie i realizację inwestycji w obszarze transformacji energetycznej?
Moje zdanie jest takie, że w podejściu do polityki klimatycznej mamy do czynienia z ruchem wahadłowym. Najpierw mieliśmy fazę bardzo silnie ideologiczną, dziś jesteśmy bliżej punktu równowagi, a za chwilę część przedsiębiorstw podąży na pewno za amerykańskimi wzorcami. To jest proces, który wymaga dopasowania i dążenia do osiągnięcia rozsądnej równowagi. Słowo „rozsądek” jest tu chyba najważniejsze. Człowiek jest tak skonstruowany, że musi widzieć korzyść, a jeśli się dobrze przyjrzeć naszym przedsiębiorstwom, to da się te korzyści znaleźć i wtedy jest dość łatwo podejmować decyzje inwestycyjne.
Z jednej strony jednostki samorządu terytorialnego stoją przed ogromnymi wyzwaniami – m.in. w obszarze ciepłownictwa – z drugiej strony często wskazują na brak zasobów kadrowych i kompetencyjnych w planowaniu inwestycji energetycznych. Czego najbardziej brakuje dziś na poziomie lokalnym?
Im mniejsza jednostka samorządu terytorialnego, tym sytuacja wygląda gorzej. Wielkie miasta sobie poradzą – będą miały kolejkę chętnych do modernizacji i finansowania, bo taka jest natura dużych aglomeracji.
W Polsce powiatowej problem ma inny charakter. Bardzo często, z racji wielkości takiej jednostki, brakuje pełni kompetencji potrzebnych do prawidłowego zaprojektowania całego procesu – od planu adaptacji do zmian klimatycznych, przez plan zaopatrzenia w energię, koncepcję inwestycyjną, złożenie wniosku o finansowanie, jego realizację, aż po uruchomienie. Ten proces jest naprawdę trudny. Im większa skala, tym jest on trudniejszy.
JST to potencjalnie najbardziej wrażliwy segment wśród publicznych odbiorców energii. Dlatego cieszę się, że istnieją liczne programy wsparcia dla samorządów ze strony NFOŚiGW, BGK i – mówiąc szerzej – instytucji rządowych. Jest bardzo dużo do zrobienia, a czasu nie ma zbyt wiele. Istniejący system handlu emisjami powoduje, że koszty w małych obiektach, np. ciepłowniczych, stale rosną. A przed nami jeszcze ETS 2 – czy wejdzie on w życie w 2027, czy 2028 roku to naprawdę bez znaczenia, bo dziś jest już „przedwczoraj”.
Jak – Pana zdaniem – zmienia się rola samorządów w budowaniu niezależności energetycznej? Czy w koncepcji tzw. local content leży klucz do bezpieczeństwa energetycznego Polski?
W kontekście bezpieczeństwa energetycznego – nie tyle local content, co local use.
Do niedawna system był jednokierunkowy – do miast i miasteczek wielkie elektrownie przesyłały prąd, a wielkie ciepłownie ciepło. Dzisiaj mamy ogromny, stale rosnący udział lokalnych producentów energii elektrycznej – najczęściej w postaci fotowoltaiki, ale też energetyki wiatrowej, trochę biogazu czy biomasy. To sprawia, że system stał się wielokierunkowy. Co więcej, energetyka będzie musiała przenikać się z ciepłownictwem (tzw. sector coupling), co jeszcze bardziej skomplikuje ten model – nie tylko poprzez dwustronne przepływy energii, ale też konieczność kooperacji dotychczas całkowicie rozdzielnych systemów.
Dochodzimy tu do idei spółdzielni energetycznych czy klastrów energetycznych, które w bardziej rozwiniętych krajach funkcjonują już od jakiegoś czasu. Zasada jest prosta: energia produkowana jest lokalnie i lokalnie sprzedawana, więc istotna część zapotrzebowania nie wymaga transportu. Miejsc produkcji jest dużo, a w sensie bezpieczeństwa energetycznego trudniej jest „trafić” w tysiąc obiektów niż w jeden – wymaga to więcej narzędzi.
Jakie modele finansowania uważa Pan obecnie za najbardziej perspektywiczne w kontekście transformacji energetycznej? Jak w najbliższych latach będzie wyglądać współpraca biznesu z sektorem finansowym w obszarze finansowania „zielonych” inwestycji?
Na transformację energetyczną potrzeba około biliona złotych. Niektórzy twierdzą, że dwóch albo trzech, w zależności od horyzontu czasowego. Nie sądzę, żeby publicznych, „miękkich” pieniędzy było więcej niż jedna trzecia tej kwoty – może nawet mniej. Zresztą to i tak jest pewna redystrybucja, bo najpierw trzeba zapłacić podatki w tej czy innej formie.
Na świecie, szczególnie w krajach rozwijających się czy transformujących, rośnie trend na tzw. blended finance. W Europie aktualnie też jest to modny kierunek: miesza się „miękkie” pieniądze publiczne z „twardymi”, prywatnymi. To daje większy wolumen finansowania, a jednocześnie jest to rozwiązanie bardziej dostępne i tańsze dla inwestora niż tradycyjne kredyty komercyjne. Taki model będzie szeroko rozpowszechniony.
Jeśli chodzi o jednostki samorządu terytorialnego, myślę, że rozwinie się finansowanie typu ESCO, szczególnie w formule trzeciej strony. Mechanizm jest prosty: w ramach gwarantowanego efektu wykonawca projektu dostaje więcej pieniędzy, jeśli osiągnie konkretny efekt oszczędności czy efektywności, a jeśli nie – dostaje mniej. To rynkowy mechanizm motywujący do realnych rezultatów.
W Europie rośnie znaczenie „zielonych” instrumentów dłużnych oraz finansowania w formule Energy Performance Contracting. Czy Polska jest gotowa na dynamiczny rozwój tych mechanizmów? Gdzie widzi Pan największe bariery i luki inwestycyjne?
Nie wiadomo, czy jest gotowa. Przykład z Austrii: w jednych landach to działa świetnie, w innych – nie działa wcale. Przyczyny nie są do końca znane, ale podejrzewam, że w dużej mierze chodzi o wiedzę i o ludzi, którzy wierzą w taki model albo nie wierzą.
W Polsce mamy kilka bieżących projektów, w których uczestniczy KAPE – Gorzów Wielkopolski, Szczecin, Łomianki, Włocławek oraz Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie.
Zwiększenie liczby projektów EPC na rynku wymaga przekonania podmiotów publicznych, że jeśli zainicjują projekt EPC, to sprawnie zawrą dobrą umowę z ESCO i osiągną znaczące zwiększenie efektywności energetycznej budynków. Na bazie własnych doświadczeń stwierdziliśmy, że potrzebny jest bardziej złożony model doradztwa, w którym profesjonalny, wyspecjalizowany doradca – facylitator– weźmie kompleksową odpowiedzialność za cały proces przygotowania projektu EPC, wybór wykonawcy ESCO i zawarcie umowy. Stąd projekt OSS FacilitatorEPC, prowadzony z wykorzystaniem grantu z programu LIFE wspólnie z Kancelarią Cieślak od lipca 2024 roku.
Szukamy kolejnych gmin chętnych do wdrożeń w formule zgodnej z ustawą o efektywności energetycznej oraz Wytycznymi do umów EPC wydanymi przez MKiŚ. W odróżnieniu od tzw. modelu tradycyjnego, model inwestycji w formule EPC-ESCO nie wpływa na dług publiczny jednostki samorządu, a spłata zobowiązania umownego jest rozłożona na 10-15 lat.
Jesteśmy też jedynym polskim podmiotem, który ma realne doświadczenie w przygotowywaniu dla emitentów niezależnych opinii dotyczących ekologicznego charakteru emisji zielonych obligacji, tzw. Second Party Opinion oraz Green Finance Allocation Report, poprzez współpracę z sektorem bankowym, m.in. mBank, BOŚ, PKO BP.
Wspominał Pan ostatnio o planach tworzenia nowych instrumentów finansowych. Czym będzie projektowany przez KAPE „hub finansowania efektywności energetycznej” w Polsce?
Hub będzie miejscem wymiany doświadczeń i dyskusji nad różnymi metodami finansowania, aby zawsze wybierać najbardziej efektywną – taką, która będzie łatwo powielalna. Jest wielu interesariuszy, od instytucji finansowych po ministerstwa, gdzie polityka powinna być skoordynowana. Taką rolę mamy zamiar pełnić. KAPE zostało wyznaczone do tego przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska – podobne instytucje funkcjonują w innych krajach. To narzędzie komunikacji.
Chcemy też stworzyć system funduszy, który ułatwi pozyskiwanie środków, szczególnie dla podmiotów ESCO. Będzie to szersza formuła: fundusz gwarancyjny, sekurytyzacyjny, a także quasi-equity, bo tam właśnie brakuje kapitału. Ważnym elementem tego systemu będzie fundusz gwarancyjny, w ramach którego bank finansujący wykonawcę ESCO otrzyma gwarancję przejęcia kosztów tzw. ryzyka uzyskania efektu, jeśli takie wystąpi w konkretnym projekcie. Taki fundusz przygotowujemy wspólnie z BOŚ Bankiem i Kancelarią Cieślak, wykorzystując kolejny grant z programu LIFE, przyznany ostatnio na projekt CERT-ESCO-FIN. KAPE posiada umiejętność technicznej oceny i mitygacji ryzyk projektu EPC, co jest kluczowe dla skutecznego wdrożenia takiego mechanizmu gwarancyjnego.
Państwa inicjatywa „Biznes z Klimatem” pokazuje, że o transformacji klimatyczno-energetycznej oraz kwestiach zrównoważonego rozwoju można mówić w sposób racjonalny, w oparciu o konkretne przykłady, a także że mogą one stanowić źródło przewagi konkurencyjnej, a nie jedynie obciążenie regulacyjne. Jak skutecznie przekonać decydentów do działań w tym zakresie?
Kropla drąży skałę. Nie można ustawać w próbach i dyskusjach – nie ma innej drogi. Pokazywać konkretne rozwiązania. Nie wystarczy jedynie hasło, że „ma być zielono” – co zrobimy, kupimy farbę i pomalujemy? Chodzi o to, żeby wszystko miało ręce i nogi.
Jest bardzo duża grupa ekspertów, którzy się wzajemnie wspierają. Kluczowe słowo to po raz kolejny „rozsądek”: zrobić coś dobrze i rozsądnie. Nie zadłużając się nadmiernie, nie wprowadzając ideologii do całego procesu – bo to niepotrzebne i nie zadziała, albo zadziała tylko na chwilę.
„Biznes z Klimatem” to inicjatywa wielowątkowa. Jej celem jest budowanie świadomości oraz zaangażowania środowiska biznesowego w proces transformacji energetyczno-klimatycznej w Polsce. Z jednej strony mamy podcast, który nagrywamy we współpracy z Grupą RMF – niebawem ukażą się kolejne odcinki, do których zaprosiliśmy czołowe postacie, jeśli chodzi o transformację energetyczną w Polsce. Z drugiej strony co roku w październiku organizujemy w Warszawie konferencję biznesową, na którą już dziś mogę zaprosić. Dokładny program i datę już niebawem ogłosimy na naszej stronie bizneszklimatem.pl i na naszych social mediach. Na pewno warto przyjść, porozmawiać i sprawdzić na własnej skórze, jak w praktyce można działać w kierunku zmniejszenia zużycia energii.
Które elementy transformacji – finansowanie, regulacje, kompetencje czy technologie – będą dla Polski decydujące w najbliższej dekadzie? Jaką rolę w tym procesie przypisuje Pan Krajowej Agencji Poszanowania Energii?
Wszystkie jednocześnie. To musi być spójny system.
Nie da się wprowadzić technologii bez zmiany regulacji ani wymagań w zakresie kompetencji bez odpowiednich przepisów. Jeśli regulacje będą złe, to nie będzie finansowania, a w konsekwencji – technologii. Na pierwszy rzut oka na czele stoi regulacja, jako pierwsza rzecz do zrobienia. Ważne jednak, żeby nie doprowadzić do przeregulowania – po raz trzeci mówię o rozsądku. Żeby to nie była sztuka dla sztuki, ale by zapisy ułatwiały przedsiębiorcom redukcję zużycia energii albo wręcz do niej zachęcały.
Jaką rolę przypisuję KAPE? Robimy ekspertyzy i współpracujemy na forum międzynarodowym z podobnymi organizacjami w Europie. Przygotowujemy opracowania dla Ministerstwa Klimatu i Środowiska, Ministerstwa Rozwoju i Technologii; przygotowywaliśmy też, w ramach konsorcjum, Krajowy Plan Renowacji Budynków. Jesteśmy regularnie proszeni o opinie do nowych aktów prawnych – wysłaliśmy kilkadziesiąt stron uwag do projektu nowelizacji Ustawy o Efektywności Energetycznej.
Staramy się wpływać przykładem. Mamy bardzo dobre doświadczenia pracy z dużym, energochłonnym przemysłem – ale nie tylko – gdzie potrafimy doradzić technicznie i finansowo. Mamy też bogate doświadczenie z jednostkami samorządu – lista projektów jest bardzo długa, a wartość zidentyfikowanych przez KAPE i opłacalnych inwestycji w tym segmencie rynku to ok. 4 mld zł.
Od 2011 roku nasi klienci zarobili na „białych certyfikatach” około 950 milionów złotych. Obecnie mamy projekty na ponad 120 tysięcy TOE (ton oleju ekwiwalentnego) oszczędności – czyli około 250 milionów złotych dla ponad 300 klientów, których prowadzimy przez całą procedurę. To jest sukces!
Jacek Kostrzewa
Prezes Zarządu, Krajowa Agencja Poszanowania Energii. Menedżer z udokumentowanym dorobkiem w rozwijaniu działalności w sektorach energetycznym i biotechnologicznym z ponad 30-letnim doświadczeniem zdobytym w ponad 50 krajach w dziedzinie finansowania projektów, energii odnawialnej oraz polityki i analizy efektywności energetycznej. Z wykształcenia mgr inż. środowiska na Politechnice Warszawskiej oraz absolwent podyplomowych studiów MBA w School of Business University of Washington w Seattle i Academy of Economic Studies w Bukareszcie.
Przeczytaj także: Diamenty Infrastruktury i Budownictwa 2026 już za nami – poznaj wyniki!
Last Updated on 24 marca, 2026 by Anastazja Lach