Polska wiklina podbija zagraniczne rynki. Tradycyjne rzemiosło rośnie dzięki eksportowi i e-commerce

Polska wiklina podbija zagraniczne rynki. Tradycyjne rzemiosło rośnie dzięki eksportowi i e-commerce

Polska, a szczególnie podkarpackie zagłębie wikliniarskie, pozostaje jednym z najważniejszych ośrodków produkcji wyrobów z wikliny w Europie. Choć branża opiera się na wieloletniej tradycji i jest wykonywana ręcznie przez niewielką liczbę rzemieślników, jej sprzedaż rośnie. Napędzana teraz jest przez eksport i kanały internetowe. W Polsce pierwszym skojarzeniem są koszyki wielkanocne „świąteczniki”, których wyrób i sprzedaż to ponad stuletnia tradycja. Kosze świąteczne generują też wtedy znaczną część rocznych przychodów na rodzimym rynku zbytu.

– Polska, a zwłaszcza podkarpackie zagłębie wikliniarskie, jest obecnie liderem w produkcji tych rzemieślniczych wyrobów. W innych krajach również istniały ośrodki wikliniarskie, jednak dzisiaj ta tradycja jest tam kultywowana w marginalnym zakresie. Interesuję się tym tematem i kiedy zwiedzam Europę, odwiedzam wszystkie takie miejsca. To, co u nas jeszcze do tej pory funkcjonuje, wyróżnia się na tle innych europejskich ośrodków. U nas wiklina jest ciągle żywa, produkcja trwa i jest prowadzona na dużą skalę – mówi agencji Newseria Joanna Radomska, właścicielka marki e-wicker24.

Jak podaje Portal Rzemiosła Polskiego, najbardziej intensywny czas w branży wikliniarskiej przypada od kwietnia do czerwca. W tym okresie generowanych jest 60 proc. rocznych przychodów. Duża sprzedaż notowana jest w okresie przedwielkanocnym.

– Polskie kosze wielkanocne, czyli tak zwane święconki, są typowo polską tradycją. Oferujemy modele, które funkcjonują na rynku od ponad 50 lat i się nie zmieniają. Natomiast to, w jaki sposób ludzie aranżują te koszyki, to już jest inna kwestia. Teraz wkracza design i dodatkowe zdobienie koszy. Oprócz tego, że pełnią one funkcję sakralną, czyli zanosi się je do kościoła, żeby święcić pokarmy, są też przedmiotem dekoracyjnym, który w czasie Świąt Wielkanocnych upiększa nasze domy – mówi Joanna Radomska.

Stabilna popularność w Polsce, rosnąca na świecie

O ile krajowa sprzedaż koszy pozostaje na mniej więcej tym samym poziomie, o tyle globalna rośnie z roku na rok.

 Jeśli chodzi o produkcję koszy wiklinowych, to nie mówimy o produkcji masowej. Niektóre kosze, które oferujemy, sprzedajemy w liczbie kilkanaście–kilkadziesiąt sztuk rocznie, ponieważ wykonuje je zaledwie kilka osób. Produkcja masowa kojarzy nam się z krajami azjatyckimi, natomiast my w Polsce projektujemy już tylko kosze unikatowe i w określonej liczbie – mówi właścicielka marki e-wicker24. – Nasze kosze doceniane są głównie za granicą.

Eksport stanowi istotną siłę napędową branży. W sprzedaży – w Polsce i za granicą – kluczową rolę zaczął odgrywać kanał e-commerce. Jednym z ważniejszych rynków zbytu są Niemcy. Marka e-wicker24 została laureatem konkursu Złota Paczka, który sklep internetowy Amazon.pl zorganizował z okazji piątych urodzin. Statuetkę przyznano w kategorii Mistrzowie Tradycji – dla sprzedawców wprowadzających tradycyjne produkty do handlu cyfrowego i zdobywające uznanie za granicą.

 Wikliniarstwo jest ściśle związane z tradycją, która przywodzi wspomnienia starszym pokoleniom. Nasi dziadkowie używali wiklinowych koszy, zabawek i innych przedmiotów codziennego użytku. Dziś kupują je z sentymentem – dla swoich wnuków lub dzieci. Produkty te kupuje jednak również młode pokolenie, które interesuje się designem i ekologią. Wnosi to do ich wnętrza oraz otoczenia powiew świeżego i rzemieślniczego kunsztu – mówi Joanna Radomska.

Każdy wyrób jest inny

Jak podkreśla, klienci cenią sobie przede wszystkim fakt, że każdy produkt jest unikatowy.

– Każdy produkt jest wyplatany ręcznie przez rzemieślnika, z materiału, który rośnie, więc czasami jest niedoskonały, ale klienci doskonale rozumieją, że właśnie taki ma być. Często ludzie opowiadają o tym, że wiklina ma specyficzny zapach, który kojarzy im się z naturą, a ponadczasowe formy i materiał sprawiają, że dobrze się czują w swoim mieszkaniu – wskazuje właścicielka e-wicker24. – Mówi się, że każdy wikliniarz może zostać budowlańcem, ale nie każdy budowlaniec może zostać wikliniarzem, i taka jest prawda. Niestety, żeby zostać dobrym wikliniarzem, trzeba zdobyć ten kunszt i umiejętność poprzez naukę w zasadzie od wieku nastoletniego. Technik obróbki wikliny to nie jest prosty zawód, ale jeżeli ktoś nabędzie te umiejętności, to ich nigdy nie zapomina.

Rzemiosło może się opłacać

Według Portalu Rzemiosła Polskiego w 2025 roku wikliniarstwo pozwalało zarobić od 2500 zł netto miesięcznie dla początkujących na etacie w zakładach do 8 tys. zł i więcej dla doświadczonych rzemieślników. Średnia w Polsce to ok. 4500 zł netto. Przytaczane na portalu Rzemioslo.org dane Izby Rzemieślniczej wskazują, że 65 proc. wikliniarzy utrzymuje się tylko z tej pracy. Rzemieślnicy zrzeszeni w Cechu Rzemiosł Różnych w Zielonej Górze raportowali obroty na poziomie 50–70 tys. zł rocznie na osobę. Stawki godzinowe wikliniarza w Polsce sięgały 45–60 zł w przypadku specjalistów od dużych form, takich jak fotele czy altany.

 Jeżeli nie byłoby to opłacalne, to ten zawód już by nie istniał. Są rzemieślnicy, którzy zajmują się tylko tym rzemiosłem i cenią sobie to, że mogą wykonywać te produkty w swoich domach, tworzyć własny rytm pracy i współtworzyć razem z designerami produkty. Ich umiejętności są bezcenne. Często mieliśmy kontakt z różnymi designerami, którzy stworzyli projekt w jakimś programie do projektowania. Kiedy później spotkali się z wikliniarzem, mówili: „Powinienem tydzień powyplatać i dopiero zabierać się do projektowania – mówi Joanna Radomska.

Przeczytaj także: Udział Polski w G20 może być szansą na wsparcie ekspansji polskich firm. Skorzysta na nim cały region


Źródło: biznes.newseria.pl

Last Updated on 2 kwietnia, 2026 by Krzysztof Kotlarski

Udostępnij
TAGS