<br />Prof. Tomasz Szapiro, rektor SGH w latach 2012-2016: W edukacyjnym tyglu


Prof. Tomasz Szapiro, rektor SGH w latach 2012-2016: W edukacyjnym tyglu

Technologie cyfrowe okazały się jedynym panaceum na kontynuację działania szkół mimo epidemii. Czy polski system edukacji poradził sobie z nauką zdalną?

System przede wszystkim przeobraża się. Z konieczności jest dzisiaj mieszanką edukacji domowej, przedszkolnej, szkolnej i uczelnianej o zupełnie innych proporcjach niż wcześniej. Z konieczności powiększył się wpływ rodziców i internetu, a spadła rola i efektywność placówek edukacyjnych. Ujawniły się nie tylko problemy infrastruktury informatycznej i problemy kompetencyjne, ale także zaradność wszystkich aktorów thrillera, w którym uczestniczymy. Prowadzone są analizy merytoryczne – od psychologów po informatyków, trwa w mojej ocenie dynamiczna debata środowisk akademickich, której wspólnym mianownikiem jest pytanie o przyszłość po pandemii. System jeszcze sobie nie poradził, ale zaczyna sobie radzić coraz lepiej.

A z czym trzeba sobie radzić?

Badania psychologów wskazują na funkcjonowanie znacznej części studentów w stresie i niepokoju, skłonność dzieci do agresji, niekontrolowaną i rosnącą skalę przekazu treści przemocowych, problemy z zapewnieniem jakości kształcenia w warunkach niedostosowania do wirtualizacji tradycyjnych form i instrumentów nauczania – egzaminów, wykładów praktyk i laboratoriów, konieczność nowych zakupów środków higienicznych, laptopów, licencji na programy komputerowe, pilne doskonalenie kadr w obszarze stosowanej informatyki. Wystarczy? A w gruncie rzeczy dotyczy to nas wszystkich. Te silne i przykre bodźce, zaktywizowały przynajmniej część środowiska, uruchomiły też nowe mechanizmy współpracy międzyuczelnianej i szerzej – międzyinstytucjonalnej. Przykład to powołanie akademickich wojewódzkich koordynatorów zajmujących się koordynacją działań związanych z pandemią.

Mało wiemy o skali dotkliwości i jej konsekwencjach. Dlaczego?

Przestrzeń komunikowania w Polsce jest zdominowana przez czarnobiałe kontrasty dotyczące bieżącej polityki i dynamiki koronawirusa, a rzeczywistość jest i wielowątkowa, i kolorowa. Dlatego zdani jesteśmy na nasze kontakty osobiste. Te są zawsze ograniczone, a co dopiero w pandemii, i w jakimś rozumieniu są przypadkowe. W efekcie budujemy nasze opinie na informacji, w części przypadkowej , a w części – poddanej starannej selekcji. Poznajemy fragmenty i chyba za często je uogólniamy.

Skutki reform dotyczących szkolnictwa będą odczuwalne przez najbliższe lata. Jak oceniłby Pan ostatnio wprowadzone reformy?

W kontekście pandemii? Skalę reform edukacji ocenia się dopiero po dwóch dekadach. Reforma na uczelniach była przygotowywana dwa lata a potem wprowadzona – dwa lata temu. Dzisiaj jest już rzeczywistością – ujawniła swoje dobre i złe strony oraz uruchomiła mechanizmy modyfikacji. Jest za wcześnie by mówić o dalekosiężnych skutkach. Widoczne jest odmłodzenie władz uczelni, zwiększenie decyzyjności rektorów, autonomii uczelni w procesie tworzenia nowych instytucji – rad dyscyplin, szkół doktorskich. Natomiast pandemia to – tylko i aż – bardzo silna turbulencja. I tak jak w przypadku samolotu w sytuacji turbulencji możliwy jest nie tylko powrót do kursu poprzedniego, ale też zmiana kursu lub katastrofa. Na razie korygujemy. W tej korekcie odkrywamy nowe zagrożenia i nowe szanse związane z ewaluacją osiągnięć naukowych uczonych i uczelni, relacji ze studentami i z otoczeniem. Trudna debata trwa. Wierzę w zachowania zdrowych mechanizmów reformy i przyśpieszenie racjonalnych korekt. Paradoksalnie, pandemia tworzy bolesne ciśnienie, które ten proces przyśpiesza.

Według Listy Szanghajskiej (ARWU), rankingu najlepszych szkół wyższych, uczelnie amerykańskie i brytyjskie zajmują najwyższe pozycje. Uniwersytet Warszawski znalazł się w grupie 301-400, a Uniwersytet Jagielloński 401-500. Dlaczego polskie uniwersytety zajmują tak dalekie miejsca?

Rankingi upraszczają i musza upraszczać wielowymiarowe zjawiska. ARWU premiuje duże i bogate uczelnie. Inne rankingi mają swoją krytykę. W części także niesprawiedliwą. Niemniej coraz częściej rankingi tracą swoje funkcje społeczne – jeśli w jakimś rankingu w pierwszej dziesiątce są tylko uczelnie amerykańskie to dla wielu kandydatów z Europy lub Azji są one przecież niedostępne, a dostępnych nie widać. Dlatego wprowadzono rankingi dziedzinowe (dyscyplinowe). Okazuje się, że polskie wydziały matematyki trafiają do pierwszych dwóch setek. Liczba obecnych na wysokich miejscach polskich uczelni podwaja się i sięga blisko dwudziestu. Niektóre uczelnie są obecne na listach w kilkunastu dyscyplinach. Ważny jest też kontekst – liczba uczelni w Europie to ponad trzy i pół tysiąca. Do elitarnej grupy 165 instytucji szkolnictwa wyższego, która będzie tworzyć 41 Uniwersytetów Europejskich weszło 11 polskich uczelni. A jesteśmy jednym z 26 państw, które mogły się ubiegać o uczestnictwo w tym programie. Tymczasem miejsca polskich uczelni traktowane są jako niesatysfakcjonujące, podczas gdy rzeczywiście odległe miejsca Polski w rankingach demokracji nie psują znakomitego samopoczucia naszych butnych polityków.

Systemy kształcenia na polskich uczelniach a uniwersytety brytyjskie i amerykańskie – gdzie są główne różnice?

Gdzie ich nie ma? Inne mechanizmy i poziom finansowania. Inna tradycja. Inny potencjał do współpracy. Inna tradycja współpracy z otoczeniem gospodarczym. To chyba temat na inną rozmowę. Warto tylko pamiętać, że polski system kształcenia wyższego ma tendencję do konwergencji do systemu światowego w wielu obszarach funkcjonowania. W fizyce i matematyce, naukach o życiu jest tak już od bardzo dawna, a w naukach społecznych od kilku dekad. Bardziej to widoczne w obszarze ewaluacji osiągnięć naukowych, ale także w kształceniu. Przykładowo struktura studiów ekonomicznych i z zarządzania to najczęściej model core-concentration-electives, prowadzący od przedmiotów podstawowych przez specjalnościowe do swobodnego wyboru. Na tym polu case-based teaching, czyli nauczanie ze wsparciem kadry akademickiej przez praktyków i wykorzystaniem studiów przypadków to jeszcze nie reguła, ale i nie jedynie wyjątki. Z kolei specyfika nauk humanistycznych wymaga wielkiej uwagi, by nie ugrzęznąć ani w przyczynkach, ani w fantasmagoriach. Niemniej to humaniści w ostatnich dekadach zdobyli więcej nagród Nobla niż pozostali.

Jak uczelnie dostosowują się do obecnych potrzeb rynku pracy? Ile kosztuje gospodarkę niedostosowanie kształcenia do rynku?

Mówimy tu o uczelniach, a nie o średnim wykształceniu zawodowym – to odrębny trudny temat. Pytanie podstawowe brzmi czy rynek pracy jest absolutem? Otóż to uczelnie poprzez odkrycia naukowe, wynalazki i innowacje ten rynek kształtują. To proces czasochłonny, tak jak i kształcenie. Trzeba pamiętać o tych, którzy wchodzą na rynek pracy, o tych, którzy się na nim znajdują i o ich dzieciach, które tam się znajdą za dwie-trzy dekady w świecie, w którym znikną obecne zawody, a roboty przechwycą większość rutynowych czynności. Dopóki system kształcenia jest otwarty, rozsądnie autonomiczny i dofinansowany, dopóki może absorbować nowe treści, metody kształtowania umiejętności i postaw, dopóki może brać udział w globalnej współpracy naukowej, dopóty można być spokojnym i o program studiów dla obecnych kandydatów, i o podaż interesujących studiów podyplomowych dla kandydatów, i o przysłowiowe wnuki. Każde odejście od tych trzech zasad kosztuje – ekonomia nazywa to kosztem utraconej możliwości. Wycena tego kosztu to m.in. skala emigracji i niepokoju społecznego.

Nauka i biznes to dwa różne światy. Jak ocenia Pan współpracę uczelni z przedsiębiorcami i firmami?

Nauka i biznes to nie są dwa różne światy ex definitione. Dokumenty unijne jednoznacznie wskazują i dowodzą, że patrzeć trzeba junctim na badania naukowe, kształcenie, wpływ na otoczenie społeczne i kulturę. To taki kwadrat – łącząc jego wierzchołki mamy model relacji. W kwadracie na linii uczelnie-biznes są interesujące inicjatywy np. doktorat wdrożeniowy i ciekawe zapowiedzi wspierające współpracę. Na realizację pomysłów i na efekty trzeba poczekać, ale jest tu trochę jak z myciem zębów – ci co ich nie myją, mają zwykle kłopoty. Po bolesnej terapii stajemy się mądrzejsi i korygujemy nasze nawyki i poglądy. Powoli włączamy też studentów do badań, a praktyków do zajęć. Inne gorące linie np. linia kultura-uczelnia, czyli problemy kultury studenckiej budzą większy niepokój.

Ale jak ocenia Pan współpracę uczelni z przedsiębiorcami i firmami?

Twardym miernikiem zaangażowania biznesu w współpracy jest udział firm w finansowaniu nakładów na badania i rozwój oraz udział tych nakładów w całym finansowaniu w kraju. Obserwujemy stały wzrost poziomu tych mierników, ale w niezadowalającym tempie – ciągle Polska odstaje wyraźnie in minus od średniej unijnej. Miernikiem skuteczności zaangażowania uczelni w tę współpracę od strony naukowej są liczby patentów, w tym europejskich, a od strony kształcenia – zachęty do udziału praktyków w zajęciach, docenianie praktyk. Nasza praktyka dowodzi głównie przedsięwzięć stanowiących wsparcie dla zatrudnienia wychowanków, takich jak targi pracy oraz wysiłków w celu pozyskania bezpośredniego sponsoringu np. dla konferencji, itp.

Jak pojedyncze działania współpracy nauki i biznesu przeobrazić w systemowe, aby odnieść wspólny sukces?

Wydaje się, że na tematy systemowe powiedziano wszystko i to wielokrotnie. W lawinie słów i deklaracji, giną doniesienia o postępach w tej dziedzinie. W Polsce są zawsze dwie strategie. Zwyczajna i cudowna. Zwyczajna realizuje się jako niespodziewane wydarzenie, które staje się naszym sukcesem. Ta druga polega na tym, że zdarza się cud i przechodzimy od obietnic do nakładów, od nakładów do działań i monitoringu ich efektywności, a decyzje personalne są podporządkowane efektom tego procesu.

Innowacje zaczynają się od edukacji. Jak zmienić system kształcenia by wspierać nowatorskie pomysły?

Dzisiaj innowacje zależą od siły koronawirusa, a dokładniej – od głębokości tzw. dziury budżetowej, która prowadzi do spadku realnej siły nabywczej środków finansowych. Budżet mogą powiększyć podatki i cięcia kosztów budżetu, czyli zmniejszenie nakładów na sektory gospodarki. Jeśli podatki uderzą w producentów i osłabią skłonność do inwestycji, a cięcia dotkną sektor edukacji i nauki oraz obniżą jego potencjał innowacyjny, to wszystkie inne wsparcia okażą się iluzoryczne, a nowatorskie pomysły ściemą. Na równi z domaganiem się gwałtownego przyśpieszenia samochodu stojącego bez benzyny w baku.

Polski system edukacji wymaga pracy nad efektywnością finansowania. Jak głęboki jest problem z finansowaniem szkolnictwa i co można poprawić?

Oj, głęboki, ale dużo można poprawić. Ale tak krawiec kraje jak materii staje… Jak wspomniałem, mamy jeden z najniższych nakładów PKB na naukę w Europie, a jak jest mało to już niezależnie od tego, kto dzieli i opiniuje, to prochu się nie wymyśli. Środków w ogóle jest mało, potem po podziale wynikającym z tzw. algorytmu, trafiają rozdrobnione do jednostek i dalej – każda według uznania – jedne przejadają, inne dalej rozdrabniają, jeszcze inne racjonalnie robią, co się da… Dopiero od niedawna wydzielono sporą pulę tylko na uczelnie badawcze – skutki zobaczymy za kilka lat. W systemie szkolnictwa wyższego diagnozy i rekomendacje formułowane są m.in. przez Konferencję Rektorów Akademickich Szkól Polskich i Radę Główną Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz Polską Akademię Nauk. Postulaty dotyczą np. ustawowych gwarancji dla ścieżki wzrostu finansowania, włączenia badań przedwdrożeniowych do systemu finansowania, przełamania stagnacji finansowania Narodowego Centrum Nauki i wielu innych elementów.


Prof. Tomasz Szapiro

Profesor ekonomii. Zajmuje się metodami analizy decyzji w ekonomii, negocjacjami, procesami edukacyjnymi. Członek władz ciał przedstawicielskich nauki i szkolnictwa wyższego (Rada Główna Nauki i Szk. Wyższ.), KRASP, NCN, OPI-PIB, gdzie m.in. szefuje komisjom ds. międzynarodowych. Rektor SGH (2012-2016). Ekspert KE w konkursie na Uniwersytety Europejskie. Wcześniej członek Kapituły Nagrody Gospodarczej Prezydenta RP, Komitetu Strategicznego Myśli Gospodarczej przy Wicepremierze RP. Współpraca z sektorem prywatnym (Aviva, Commerzbank, E&Y, McKinsey, BCG, ERA) i publicznym (MEIN d. MNiSW, Ministerstwa Finansów i Gospodarki). Od 2000 roku Przewodniczący Kapituły Nagrody Naukowej „Polityki”.

Last Updated on 13 kwietnia, 2021 by Karolina Ampulska

Udostępnij
KATEGORIA
Udostępnij artykuł