Kryzys związany z COVID-19 wymusi na konsumentach większą troskę o finanse osobiste, a na przedsiębiorcach nowe podejście do prowadzenia biznesu. Rozmowa z Krzysztofem Krauze, Prezesem Intrum Sp. z o.o.

Kryzys związany z COVID-19 wymusi na konsumentach większą troskę o finanse osobiste, a na przedsiębiorcach nowe podejście do prowadzenia biznesu. Rozmowa z Krzysztofem Krauze, Prezesem Intrum Sp. z o.o.

Intrum jako lider branży zarządzania wierzytelnościami ma bezpośredni wgląd w kondycję finansową polskich przedsiębiorstw i analizuje kwestię zadłużenia konsumentów. Czy Pana zdaniem można już określić skutki finansowe zarówno dla sektora B2B, jak i B2C, które przyniosła pandemia COVID-19?

KK: Obostrzenia wprowadzone w Polsce są dla wszystkich bardzo dotkliwe i wydaje nam się, że kryzysowa sytuacja trwa już bardzo długo. Jednak są to „dopiero” trzy miesiące, w tym sensie, że to zdecydowanie za krótki czas, by móc z całą pewnością określić, jakie konsekwencje dla Polski w długiej perspektywie czasowej będzie mieć pandemia COVID-19. Z drugiej strony, to wystarczający okres, by na obecną sytuację zareagował biznes. Z powodu wprowadzonych środków bezpieczeństwa, praktycznie
z dnia na dzień przestało funkcjonować wiele branż, np. turystyczna, gastronomiczna, transportowa czy kosmetyczna. Podmioty, które w nich działają, są teraz w najcięższej sytuacji finansowej, wiele z nich niestety już nie powróci na rynek. Firmy z innych branż, na które także wpłynął koronawirus, starają się sobie radzić. Bieżącą działalność finansują z oszczędności, jeżeli takie posiadają. Ich sytuacja finansowa jest zatem uzależniona od tego, ile jeszcze potrwa kryzys.

Aktualna sytuacja przedsiębiorstw przekłada się z kolei na konsumentów. Osoby, które pracują w firmach, na które kryzys nie miał i nadal nie ma wpływu, są w najlepszej sytuacji. Jednak pracodawcy, którzy chcieli ochronić swe biznesy przed zapaścią, musieli zdecydować się na obniżenie pensji czy nawet na redukcję etatów. W ten sposób sytuacja finansowa części naszego społeczeństwa pogorszyła się. Oszczędności pozwalają przetrwać ciężki okres, ale osoby, które nie miały szans ich zbudować, mają teraz realne problemy. Szacunki dotyczące przyszłości nie napawają optymizmem: w nadchodzącym czasie nawet 2 mln osób może stracić pracę,
a bezrobocie, przy potwierdzeniu się najczarniejszego scenariusza, może wzrosnąć nawet do 10%[1]. Czy się sprawdzi – czas pokaże.

Jeżeli chodzi o wpływ kryzysu na konsumentów, obecnie badamy tę kwestię szczegółowo. Co roku
Grupa Intrum publikuje “European Consumer Payment Report” (ECPR), który analizuje sytuację finansową
i zachowania płatnicze konsumentów w prawie całej Europie, także w Polsce. Jednak obserwując „nową” rzeczywistość, w której wszyscy się znaleźliśmy, zauważyliśmy w Intrum potrzebę sprawdzenia, czy, i w jakim stopniu COVID-19 zmienił podejście europejskich konsumentów do wydawania pieniędzy i zarządzania domowym budżetem. Premiera naszego raportu “ECPR COVID-19 White Paper” odbędzie się w czerwcu.

W obliczu kryzysu, wielu konsumentów stało się dłużnikami lub popadło w jeszcze większe zadłużenie. Jako to się przekłada na sytuację Intrum? Czy w tym przypadku można uznać, że sektor windykacji czeka teraz okres prosperity?

KK: Pomagamy firmom w odzyskiwaniu należności i jako firma działająca na wolnym rynku, czerpiemy
z naszych działań korzyści, to oczywiste. Jednak wzrastający poziom zadłużenia naszego społeczeństwa nie opłaca się nikomu. Wydaje mi się, że w tym przypadku mogę się wypowiadać również w imieniu innych podmiotów z naszej branży. Zatory płatnicze już w tym momencie są jednym z większych problemów polskiej gospodarki. Według naszych danych, klienci i partnerzy biznesowi płacący o terminie, są problem dla przeszło 60% rodzimych przedsiębiorców[2]. Skutki tego zjawiska odczuwamy wszyscy. Prawdopodobnie w obecnej sytuacji przybierze ono jeszcze na sile.

Z powodu problemów finansowych wywołanych korona-kryzysem, z którymi borykają się teraz konsumenci
i przedsiębiorcy, faktycznie spodziewamy się napływu większej ilości spraw, ale nastąpi to najwcześniej w IV kw. tego roku. Warto również być świadomym tego, że przez kilka ostatnich tygodni działania firm zarządzających wierzytelnościami, takich jak Intrum, zostały znacznie ograniczone. Z powodu wprowadzonych obostrzeń sądy nie funkcjonowały w pełni, a to oznacza, że sądowe odzyskiwanie należności praktycznie nie było możliwe. Egzekucja należności zmieniła swoje procesy na bardziej „zabiurkowe”. Pracować nie mogli także negocjatorzy terenowi. W krajach Europy Południowej, np. we Włoszech i Hiszpanii z powodu epidemii windykacja została znacznie ograniczona na jakiś czas. Nie można ukrywać, że te fakty nie były bez żadnego wpływu na sytuację finansową naszej firmy i z pewnością innych podmiotów z naszej branży.

To ciekawy wątek – czy w obecnej sytuacji odzyskiwanie należności jest w ogóle etyczne?

KK: Nasze działania zawsze opieramy na czterech wartościach (Empathy, Ethics, Dedication i Solutions), które w tym kontekście mają duże znaczenie. Kontakt z osobą zadłużoną zawsze powinien opierać się na empatii
i zrozumieniu tych osób, które znalazły się w ciężkiej sytuacji finansowej i niejednokrotnie przechodzą życiowe dramaty. Intrum zawsze działa w taki sposób, a w obecnej sytuacji takie podejście powinno stać się obowiązkiem wszystkich firm zarządzających wierzytelnościami. Z powodu utraty części dochodów lub pracy, konsumenci nie mogą na czas spłacać swoich zobowiązań. W dodatku wielu w nich żyje w permanentnym stresie, obawiając się o zdrowie swoje i swoich najbliższych – o przyszłość w ogóle. Jako firma windykacyjna, musimy uwzględniać w naszym podejściu do osób zadłużonych również te nowe zmienne. Z drugiej strony, wierzyciele zlecający odzyskiwanie należności takim firmom jak nasza, oczekują w obecnej sytuacji poprawy przepływów finansowych, aby móc funkcjonować i przetrwać ten trudny okres. Dzięki zaangażowaniu naszych specjalistów oraz negocjatorów, możemy spełnić te oczekiwania, ale nigdy nie zapominamy o etycznym działaniu. Dzięki niemu, przedstawiamy rozwiązania, które będą optymalne dla obu stron – wierzycieli i osób zadłużonych.

Czy epidemia COVID-19, oprócz skutków finansowych, będzie mieć głębsze skutki, zmieni coś w zachowaniu konsumentów, np. w naszym podejściu do wydawania pieniędzy?

KK: W tym przypadku odpowiedź brzmi zdecydowanie TAK, lub – powinna zmienić. Pandemia COVID-19 pokazała, że w dzisiejszych czasach nie można mówić o zupełnej stabilności zatrudnienia, i że istnieją branże, których zapaść nigdy nie dotknie. Wielu konsumentów boryka się teraz z problemami finansowymi i niestety można przewidzieć, że podobny scenariusz czeka prawdopodobnie kolejną grupę – dlatego wszyscy powinniśmy z tej sytuacji wyciągnąć wnioski.

Co paradoksalne – obecny kryzys ma swoje pozytywne strony. Wiele osób zrozumiało, jak ważne jest umiejętne zarządzanie finansami osobistymi, m.in. przygotowanie poduszki finansowej na tzw. czarną godzinę i podejmowanie świadomych decyzji związanych z pieniędzmi. Dopiero zmniejszenie dochodów czy widmo utraty pracy zmotywowało część społeczeństwa do działania, do planowania wydatków i w ogóle do analizowania swojej sytuacji finansowej, a przynajmniej wierzę, że tak jest. Ostatnie tygodnie pokazały, że zawsze powinniśmy spodziewać się niespodziewanego. Wystarczy elementarna, ale rzetelna wiedza na temat finansów, regularne prowadzenie budżetu domowego i jeżeli to konieczne – zmiana pewnych nawyków związanych
z wydawaniem pieniędzy. To sprawi, że będziemy mieć poczucie większego bezpieczeństwa finansowego, nawet wtedy, gdy przyjdzie kryzys.

A co z przedsiębiorcami? Firmom, nawet wtedy, gdy kryzys już się skończy, trudno będzie oszczędzać.

KK: To prawda. Pewnie niemała grupa przedsiębiorców, będzie musiała najpierw się zadłużyć, by wznowić działalność. Ale firmy też mogą bardziej świadomie zadbać o swoją płynność finansową. Mam tu na myśli przede wszystkim aktywną „walkę” z zatorami płatniczymi i niedopuszczanie do tego, by w ogóle się pojawiły.
Na co dzień zgłaszają się do nas przedsiębiorcy, którzy mają problem z niepłacącymi na czas klientami czy kontrahentami. I przeważnie nie chodzi o kilkutygodniowe zaległości tylko o zdecydowanie bardziej opóźnione płatności. Często wierzyciele zwlekają z działaniem tak długo, że sami tracą płynność finansową i stają się dłużnikami. Obserwując obecną sytuację i to, w jaki sposób biznes radzi sobie z wyjściem z kryzysu, uważam, że w przyszłości wiele firm powinno zmienić to obecne podejście, a w związku z tym – wzrośnie znaczenie prewindykacji. Najogólniej mówiąc, to zestaw działań, które pomagają w tym, żeby problem opóźnionych płatności w ogóle się nie pojawił. Zresztą, firmy mogą korzystać z różnych rozwiązań, by uchronić się przed problemem zatorów płatniczych, takich jak: weryfikacja kontrahentów w biurach informacji gospodarczych, wymaganie przedpłaty od klientów, ubezpieczanie należności, stosowanie gwarancji bankowych czy oczywiście korzystanie z profesjonalnej windykacji należności. Niestety, jak pokazuje ostatnia edycja innego raportu Intrum “European Payment Report”, w którym co roku analizujemy kondycję finansową przedsiębiorstw, 1/3 firm nie stosuje żadnych środków zapobiegawczych. Czas pokaże, czy rzeczywistość po koronawirusie zmieni również to zjawisko.


[1] Dane: Personnel Service.

[2] Intrum, European Payment Report 2019.

Last Updated on 22 grudnia, 2020 by Karolina Ampulska

Udostępnij
KATEGORIA
Udostępnij artykuł