Rynek pracy osłabił dolara
W ostatnich dniach dolar wydawał się teflonowy. Żadne złe dane nie chciały mu zaszkodzić. Okazuje się jednak, że nie jest tak mocny, by wytrzymać słabszy odczyt z rynku pracy. W rezultacie widzimy odwrót od dolara i napływ kapitału na bardziej ryzykowne rynki, w tym do Polski.
Dane z USA
Czwartek przyniósł nam pakiet danych z amerykańskiego rynku pracy. Rozpoczęło się mocnym otwarciem. Stopa bezrobocia wbrew oczekiwaniom spadła z 4,3% na 4,2%. W tym samym pakiecie przyszły jednak także inne dane. Bezrobocie owszem spada, ale liczba nowych miejsc pracy rośnie dużo wolniej niż oczekiwano. Spadek bezrobocia to zatem efekt odpływu ludzi z rynku pracy. Zarówno w przypadku zmian zatrudnienia w sektorze rolniczym, jak i w przypadku sektora prywatnego oczekiwano wzrostu o 110 tys. miejsc pracy. Pojawiło się odpowiednio 57 i 49 tys. Wbrew początkowemu optymizmowi nie jest zatem aż tak dobrze. Do tego poznaliśmy również liczbę wniosków o zasiłek dla bezrobotnych, która wyniosła 215 tys. i była symbolicznie niższa od oczekiwań. Potwierdza to jednak tezę, że poprawa na rynku pracy nie wynika z rozwoju liczby miejsc pracy. Musimy pamiętać, że z rynku odchodzi pokolenie wyżu demograficznego (tzw. pokolenie baby boomers), a kolejne pokolenie nie jest już tak liczne. Jednak skala tego problemu w USA jest mniejsza niż w Europie czy Japonii.
Jak reaguje dolar?
Amerykańska waluta zaczęła wczorajszy dzień na poziomie 1,1375 dolara za euro. Pod wieczór znaleźliśmy się już w okolicach 1,1450. Ostatnie umocnienie wynikało ze zmian oczekiwań względem poziomów stóp procentowych, a konkretnie spodziewanej drugiej podwyżki stóp w ciągu roku. Na to wszystko nakładają się jednak słabsze dane z rynku pracy. Inwestorzy znacznie bardziej patrzą bowiem na nowe miejsca pracy niż na stopę bezrobocia. Musimy pamiętać, że FED ma tzw. podwójny mandat. Musi dbać nie tylko o inflację, ale również wspierać zatrudnienie. Przy takich danych druga podwyżka stóp procentowych jest zatem bardzo mało prawdopodobna. Skoro znowu wracamy do koncepcji jednej podwyżki, nie można się dziwić, że inwestorzy odwracają się od dolara.
Co na to polski złoty?
Jeszcze w środę kurs euro przekraczał poziom 4,30 zł. Słabość dolara powoduje jednak, że kapitał rozlewa się po rynkach bardziej ryzykownych. W rezultacie trafił również do naszej części świata. Widać to zarówno na parach walutowych, gdzie w górę idzie nie tylko polski złoty, ale również czeska korona i węgierski forint. Widać to również na rynku obligacji. Wczoraj zakończyliśmy dzień, po raz pierwszy od amerykańskiego ataku na Iran, poniżej poziomu 5,25% na rentowności polskich obligacji. Pokazuje to, że kapitał powoli wraca do Polski, pomimo oczekiwanych obniżek stóp procentowych. Nie znaczy to jednak, że należy oczekiwać szybkiego powrotu poniżej 4,25 zł na euro.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.
Autor: Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl
Przeczytaj także: „Gdy grasz, wszystko gra!” – rekordowe zainteresowanie akcją Totalizatora Sportowego oraz Fundacji LOTTO im. H. Konopackiej
Last Updated on 3 lipca, 2026 by Anastazja Lach