Świat w chaosie, Europa w akcji – dr Janusz Lewandowski, poseł do Parlamentu Europejskiego, o handlu, inwestycjach i przyszłości Unii
Europa wkracza w nową epokę niepewności. Wojna tuż za jej granicą, powrót Donalda Trumpa do Białego Domu oraz narastający protekcjonizm redefiniują globalne reguły gry i wystawiają Unię Europejską na najpoważniejszą próbę od dekad. W rozmowie z dr. Januszem Lewandowskim, posłem do Parlamentu Europejskiego, wiceprzewodniczącym Komisji Budżetowej, przyglądamy się największym zagrożeniom dla stabilności handlu i inwestycji, zastanawiamy się nad granicami strategicznej autonomii oraz nad rolą, jaką Europa może i powinna odegrać w świecie coraz ostrzejszej rywalizacji mocarstw.
Co dziś stanowi największe ryzyko dla stabilności handlu i inwestycji w UE?
Mierzymy się z wyzwaniami, które były nie do przewidzenia i wyobrażenia kilka lat temu. Po latach przyjaznej geopolityki wróciła wojna na nasz kontynent. Wróciła „za miedzę” w okrutnej postaci agresji Putina. Niemniej trudny do wyobrażenia był styl prezydentury Trumpa – przyjazny wobec Putina, niechętny wobec UE, siejący chaos polityczny i handlowy na globalną skalę. Ma to oczywisty wpływ na gospodarkę Europy, dźwigającą się z szoku, jakim była pandemia. Dodając inflację i wysokie ceny energii nie może dziwić silny spadek inwestycji w Unii w latach 2022-24, ale na szczęście w roku 2025, pomimo trwającej wojny, nasz kontynent wrócił do łask inwestorów. Także bilans handlowy jest znowu korzystny (nadwyżka 147 mld euro w roku 2024). Martwi natomiast sytuacja granicznych terenów wschodnich, które doświadczają depopulacji i osłabienia aktywności gospodarczej z uwagi na ryzyko, które niesie Rosja i Białoruś.
Powrót Donalda Trumpa do Białego Domu to zaostrzenie polityki handlowej USA. Jak powinna reagować UE w przypadku kolejnych konfrontacyjnych ruchów ze strony amerykańskiej administracji – defensywnie czy ofensywnie?
Będziemy żyli z Trumpem do roku 2028. Jego wybór dowodzi jak zmieniła się Ameryka, więc próżne rachuby na lepszego następcę. Uprawia prymitywny merkantylizm: nadwyżka w handlu oznacza, że oszukałem partnera! Jego pierwszy mandat powiększył deficyt handlowy USA. Wydaje się, że po pierwszym szoku europejscy liderzy nauczyli się „oswajać” Trumpa. Najpierw zanadto schlebiali, czego owocem jest niesymetryczna umowa handlowa – cła USA bez rewanżu po naszej stronie. Ale przebrała się miarka, gdy zagroził siłowym podbojem Grenlandii i obrażał sojuszników USA. Mając atut najbardziej pojemnego rynku świata, jesteśmy w stanie odpowiedzieć na kolejne awantury Trumpa w sposób bolesny dla USA. Ofensywa to umowy handlowe (FTA’s), tworzące własny obszar współpracy, z tak istotnymi partnerami, jak Kanada, Japonia, Płd. Korea, Nowa Zelandia, Meksyk, ostatnio Mercosur i praktycznie uzgodnione z Australią i Indiami.
Czy Europa ma dziś wystarczające instrumenty, by bronić własnych interesów gospodarczych w świecie rosnącego protekcjonizmu?
Jesteśmy członkami Światowej Organizacji Handlu, więc sprzyjamy idei otwartego i uczciwego handlu. Niestety, taki świat, którego strażnikiem była przez dekady Ameryka, jest przeszłością. Mając wspomniany atut, w postaci atrakcyjnego rynku, Europa nie jest bezbronna wobec nieuczciwych praktyk handlowych. Odwrotnie, mamy do dyspozycji skuteczny arsenał obronny. Reagujemy coraz częściej na dumping i subsydiowany eksport, zaczynając od ceł na import chińskich „elektryków”. Szczególnie monitorowane są Chiny, wykorzystujące zasady wolnego handlu jako członek WTO od 11 grudnia 2001 (za zgodą USA), ale bez wzajemności. Nieuczciwe praktyki nie będą tolerowane. Ostatecznością jest Instrument Antyprzymusowy (ACI), swoista „bazooka handlowa” – w reakcji na szantaż gospodarczy blokuje dostęp do wspólnego rynku. Ale, powtórzę, najlepiej rokuje ofensywa, w postaci układów handlowych., które przyjmują różnorodne formy – obok FTA’s także Association, czy Partnership Agreements.
W kontekście relacji transatlantyckich coraz częściej mówi się o „strategicznej autonomii” UE. Gdzie przebiega granica między autonomia a iluzja samowystarczalności?
Europa musi się odnaleźć w świecie Putina, Trumpa i Xi Jinpinga. Mamy potencjał, by aspirować do roli gracza globalnego. W świecie nieprzyjaznej geopolityki odpowiedzią jest suwerenność strategiczna. Ma ona konieczny i nieodwracalny wymiar militarny, co wcale mnie nie cieszy, bo wstępowaliśmy do Unii jako projektu pokojowego. Cóż, mamy pierwszego w historii komisarza ds. obronności, na razie bez stosownego budżetu, ale to powinna zmienić Perspektywa Finansowa 2028-34. Świadomi przewagi USA – wciąż to muskuły, oczy i rozum NATO – będziemy pielęgnować relacje transatlantyckie, robiąc dobrą minę do złej gry po drugiej stronie. Zarazem stopniowo zmniejszając zależność od amerykańskiej elektroniki. W relacjach z Chinami pożądane uniezależnienie to przede wszystkim przełamanie monopolu w zakresie minerałów ziem rzadkich. Generalnie wszelka dywersyfikacja, w tym tworzenie bezpiecznych łańcuchów dostaw (nearshoring i friendshoring), to recepta na większą suwerenność w nieprzyjaznym otoczeniu.
Czy Pana zdaniem obecny model decyzyjny UE pozwala reagować wystarczająco szybko na dynamiczne zmiany geopolityczne i gospodarcze? Jakie reformy instytucjonalne uważa Pan za niezbędne?
Stanowimy wspólnotę suwerennych krajów, więc proces decyzyjny to cierpliwe ucieranie kompromisów i sztuka budowania koalicji. Nieźle to Polsce wychodzi. Szybką reakcję, na przykład na klęski żywiołowe, zapewniają takie instrumenty, jak Fundusz Solidarności. Pociesza świadomość, że pomimo ociężałego procesu decyzyjnego, UE znalazła wspólnotową odpowiedź na niezawinione, importowane kryzysy: finansowy, migracyjny i Covid 19. Nigdy jednak zdolność adaptacyjna Unii nie była testowana tak bardzo, jak teraz, bo to nie tylko okoliczności zewnętrzne, ale także populizm i ksenofobia, które niszczą wspólnotę od środka. Rodzi to pokusą odchodzenia od zasady jednomyślności, nawet w wrażliwej sferze polityki zagranicznej i obronnej. Byłbym ostrożny, bo wszelkie federalne zamiary pobudzają antyeuropejskie nastroje i oskarżenia jakoby rodziła się „niemiecka Europa”. Uczymy się obchodzić Orbana i jemu podobnych przez „koalicje chętnych” i inne kreatywne metody.
Jak zmienia się znaczenie polityki przemysłowej i wsparcia „narodowych czempionów” w rywalizacji z USA i Chinami? Jaka rolę mogą odegrać średnie gospodarki, takie jak Polska?
Postawię problem inaczej, bo czempioni XXI wieku to nie giganty przemysłowe, które zapewniły niemiecki, a potem japoński cud gospodarczy. To dziś platformy cyfrowe USA, także chińskie. Aktualne pytanie brzmi: jak wyzwolić Europę, nazywaną „kolonią cyfrową GAFA” z tej dominacji, która niesie też katastrofalny wpływ na rozumienie spraw publicznych, Jak zamienić polski cud gospodarczy 35-lecia w gospodarkę innowacyjną, wyzwoloną z roli podwykonawcy? To wdzięczny materiał na kolejną rozmowę, na którą się piszę.
Jakiej Europy – w sensie gospodarczym i politycznym – możemy się spodziewać po 2030 roku, jeśli obecne trendy się utrzymają?
Nie zamawiajmy przyszłości, bo to przejaw arogancji ludzkiego umysłu. Już uzgadnianie Ram Finansowych na lata 2028-34 jest śmiałą wyprawą w przyszłość. Wyrzekam się skrajnych scenariuszy. Z jednej strony, katastroficzne przepowiednie schyłku Zachodu, które zaczął Oswald Spengler już w roku 1918 (Der Untergang des Abendlandes), a potem się mnożyły. Z drugiej strony, wizja federalnej Europy, prowokująca wrogów integracji. Europa nie ma „finalite” – wizji docelowej. To projekt otwarty, gotowy na nowe wyzwania!
dr Janusz Lewandowski
Doktor ekonomii. Poseł na Sejm RP I, III i IV kadencji, minister przekształceń własnościowych (1990–1991, 1992–1993). Przewodniczący Komisji Budżetowej PE (2004–2007). Komisarz UE ds. budżetu i programowania finansowego (2010–2014). Obecnie poseł do Parlamentu Europejskiego oraz wiceprzewodniczący Komisji Budżetowej.
Last Updated on 9 lutego, 2026 by Anastazja Lach