Ekonomiczne skutki wojny na Bliskim Wschodzie. Apel europosłów

Ekonomiczne skutki wojny na Bliskim Wschodzie. Apel europosłów

Konflikt na Bliskim Wschodzie uderza w kluczowe szlaki dostaw ropy. Blokuje także transport towarów do Europy. Zakłócenia obejmują strategiczną cieśninę Ormuz. Dotyczą również infrastruktury przesyłowej w Arabii Saudyjskiej oraz żeglugi przez Morze Czerwone.

Skutki tych wydarzeń wykraczają daleko poza rynek paliw. Uderzają w transport towarów z Azji oraz dostawy skroplonego gazu LNG. Europa intensywnie szuka alternatywnych źródeł dostaw. Szybkie zastąpienie surowców z regionu Zatoki Perskiej okazuje się jednak bardzo trudne.

– W tej chwili mamy do czynienia z podwójnymi działaniami związanymi z atakiem na kraje arabskie, które nie są stroną konfliktu z Teheranem. Zostały jednak siłą rzeczy wciągnięte w ten konflikt, ponieważ Teheran je zaatakował. Jeżeli chodzi o rurociąg Wschód–Zachód, mieliśmy do czynienia z zablokowaniem możliwości transportu z Arabii Saudyjskiej do Europy. Mieliśmy dwie drogi: pierwsza to oczywiście Ormuz, przez który przepływa 20 mln baryłek dziennie, a rurociąg Wschód–Zachód został niestety zaatakowany. Widzimy tego skutki na stacjach benzynowych – mówi agencji Newseria Jacek Ozdoba, europoseł z Prawa i Sprawiedliwości, członek partii EKR.

Znaczenie cieśniny Ormuz i rurociągów

Cieśnina Ormuz to jeden z najważniejszych szlaków energetycznych świata. Według Międzynarodowego Funduszu Walutowego płynie nią 20–21 mln baryłek ropy dziennie. Stanowi to około jednej piątej światowej podaży. Przez Ormuz przechodzi również jedna czwarta handlu LNG. Szlak ten obsługuje też jedną trzecią handlu nawozami i helem.

Główną alternatywę stanowi saudyjski rurociąg Wschód–Zachód. Ropa trafia nim bezpośrednio do portu Janbu nad Morzem Czerwonym. Według MFW jego przepustowość sięga 7 mln baryłek dziennie. We wrześniu ataki na rurociąg czasowo zatrzymały przesył. Wcześniej transportowano nim ponad 5 mln baryłek dziennie. Te zniszczenia wywołały nagły skok cen. Cena ropy Brent wzrosła w połowie września nawet do 110 dol. za baryłkę. Po naprawie infrastruktury i wznowieniu przesyłu ceny zaczęły powoli spadać.

– Złożyliśmy projekt rezolucji w sprawie wsparcia krajów arabskich. Reprezentuję w tej sprawie Europejskich Konserwatystów i Reformatorów. Ataki na Bahrajn, Kuwejt, Katar, Zjednoczone Emiraty Arabskie czy Arabię Saudyjską przybierają coraz większą skalę. Jaki jest pomysł? Oczywiście zaprzestanie wojny, dlatego że ataki bezpośrednio z Iranu, jak i poprzez Jemen i nie tylko, prowadzą do tego, że kolejna cieśnina została zablokowana, tym razem na Morzu Czerwonym. To prowadzi do katastrofalnej sytuacji – ocenia Jacek Ozdoba.

Wzrost cen i koszty Unii Europejskiej

Napięcia na Bliskim Wschodzie mocno podbiły światowe ceny ropy. Według najnowszej prognozy EIA z 6 października średnia cena ropy Brent wyniosła we wrześniu 114 dol. za baryłkę. To o 23 dol. więcej niż w sierpniu. W IV kwartale 2026 roku EIA spodziewa się stabilizacji na poziomie ok. 105 dol. za baryłkę.

Drogie surowce mocno obciążyły budżet Unii Europejskiej. Dane Eurostatu za II kwartał 2026 roku pokazują potężny wzrost wydatków. Wartość sprowadzanej ropy była o 55,8 proc. wyższa od miesięcznej średniej z 2025 roku. Sam wolumen importu zwiększył się przy tym zaledwie o 1,2 proc. W tym samym okresie gwałtownie urósł deficyt UE w handlu energią. Wzrósł on z 71,3 mld euro w I kwartale do aż 101,1 mld euro w II kwartale.

– Jeżeli mowa o Morzu Czerwonym i południowej cieśninie, to mamy do czynienia z zablokowaniem całego transportu. Co więcej, oprócz ceny ropy cena transportu, inflacja, ale również gaz, który jest dostarczany w formie skroplonej, np. z Kataru – tłumaczy europoseł.

Kryzys transportowy na Morzu Czerwonym

Sytuacja polityczna na Bliskim Wschodzie destabilizuje również dostawy gazu. Przez Morze Czerwone przebiega kluczowy szlak łączący Azję z Europą. Jego południowym punktem jest cieśnina Bab al-Mandab. Łączy ona Morze Czerwone z Zatoką Adeńską. Według danych MFW ruch statków spadł tam obecnie o połowę w stosunku do poziomu z 2023 roku. Część armatorów wybiera dłuższą trasę wokół Afryki. To znacząco wydłuża transport i generuje dodatkowe koszty.

Sytuacja destabilizuje również dostawy gazu. Przez cieśninę Ormuz przechodzi około jednej czwartej światowego handlu LNG. Unia Europejska sprowadza jednak gaz skroplony z kilku bezpiecznych kierunków. Z danych Eurostatu za II kwartał 2026 roku wynika, że 63,2 proc. unijnego LNG pochodziło ze Stanów Zjednoczonych. Udział Rosji wyniósł 17,3 proc., a Algierii 8,1 proc.

– Próbuje się zwiększyć wydobycie na przykład z Morza Norweskiego, z północy, ale tej skali nie da się odtworzyć na podstawie innych źródeł. Również Stany Zjednoczone czy Wenezuela nie są w stanie z dnia na dzień się przestawić, więc jesteśmy dzisiaj w przededniu gigantycznego kryzysu – podkreśla Jacek Ozdoba.

Dywersyfikacja i próby łagodzenia skutków

Europa nie jest na szczęście uzależniona od jednego kierunku dostaw ropy. Dane Eurostatu za II kwartał 2026 roku wskazują na silną dywersyfikację. Największym dostawcą surowca do UE były Stany Zjednoczone z udziałem 18,8 proc. Na kolejnych miejscach znalazły się Norwegia (14,3 proc.) oraz Kazachstan (13,4 proc.).

Skutki rynkowych zakłóceń są częściowo łagodzone przez kraje unijne. Pomaga w tym przekierowanie części surowców na trasy omijające cieśninę Ormuz. Wpływ ma też większa podaż z innych regionów oraz uruchomienie zapasów. MFW wskazuje dodatkowo na naturalne ograniczenie popytu. Działania te nie zdołały jednak w pełni zrekompensować strat w imporcie z regionu Zatoki Perskiej.

Przeczytaj także: Ekosystem start-upów potrzebuje impulsu. Kluczem finansowanie i ekspansja


Źródło: biznes.newseria.pl

Last Updated on 9 października, 2026 by Aleksandra Fenikowska

Udostępnij
TAGS