Tylko 3 proc. postępowań antymonopolowych kończy się w terminie. Regulatorzy potrzebują mniej formalizmu i więcej dialogu z rynkiem

Tylko 3 proc. postępowań antymonopolowych kończy się w terminie. Regulatorzy potrzebują mniej formalizmu i więcej dialogu z rynkiem

Zaledwie 3 proc. postępowań antymonopolowych przed UOKiK kończy się w ustawowym terminie. Średni czas ich trwania wynosi od 12 do 19 miesięcy. Autorzy raportu Centrum Strategii Rozwojowych oceniają, że polskie organy nadzoru prawidłowo wypełniają swoją rolę, ale sposób egzekwowania przepisów wymaga zmian. Problemem są przede wszystkim przewlekłość i nadmierny formalizm postępowań oraz zbyt mało dialogu z przedsiębiorcami. Eksperci postulują też, by regulatorzy oceniali wpływ swoich decyzji na rynek. Zwłaszcza, że ich skutki mogą być liczone w setkach milionów złotych.

– Polskie urzędy nadzoru pełnią bardzo ważną systemową funkcję, ale ich praca wymaga pewnych korekt. Potrzebne jest mniej formalizmu. Raport Centrum Strategii Rozwojowych wskazuje na zasadę pisemności jako zbyt rozbudowaną i generalnie popieram ten kierunek. Jednocześnie polskie urzędy nadzoru i regulacje nie powinny być nadmiernie wycofywane z rynku. Zapewniają konsumentom silną pozycję względem biznesu, odporność państwa i strategiczne bezpieczeństwo – mówi agencji Newseria Piotr Głowacki, doradca prezydenta RP ds. gospodarczych.

Raport Centrum Strategii Rozwojowych obejmuje działalność czterech regulatorów: UOKiK, URE, UKE i UTK. Autorzy zwracają uwagę m.in. na nadmierny formalizm postępowań, który za istotną barierę w prowadzeniu działalności uważa 78,1 proc. przedsiębiorców. Najdłuższe z analizowanych postępowań antymonopolowych przed UOKiK trwało 69 miesięcy. Nawet 43 proc. decyzji urzędu jest zaskarżanych do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Potrzebny dialog z biznesem

Zdaniem autorów problemem nie jest sama obecność regulatorów ani zakres ich uprawnień, lecz sposób ich działania. Zmian wymaga m.in. podejście do dialogu z przedsiębiorcami przed wszczęciem formalnego postępowania.

– Potrzebne są zmiany usprawniające polski system regulacyjny. Dotyczy to m.in. nadmiernego formalizmu, który często towarzyszy urzędnikom, i nadmiernie rozbudowanej zasady pisemności. Wiele powinno się też zmienić w kwestii precyzyjnego określenia ram kompetencyjnych poszczególnych urzędów i instytucji regulacyjnych – wskazuje Piotr Głowacki.

Według raportu Centrum, w Polsce nie ma systemowego mechanizmu rozstrzygania kwestii nakładających się kompetencji regulatorów, zanim dojdzie do sporu. W efekcie ta sama praktyka rynkowa może być oceniana przez dwa organy według różnych standardów. W Wielkiej Brytanii w latach 2023–2024 żadna sprawa prowadzona w ramach systemu współdzielenia kompetencji nie zakończyła się sporem kompetencyjnym. Z kolei w Niemczech urząd antymonopolowy i regulator sieciowy mają wspólny dokument określający podział ich kompetencji.

– Jako gospodarka nadal goniąca znacznie bogatsze kraje musimy zadbać o to, żeby regulacje dobrze działały. Dlatego postulujemy między innymi, aby umożliwić regulatorom większy dialog z rynkiem. Żeby nie skupiali się wyłącznie na karaniu i sankcjonowaniu tego, co jest źle, ale pomagali też przedsiębiorcom szukać dobrych ścieżek. Dzisiaj nie mają też możliwości oceny wpływu swoich decyzji na rynek. Zarówno zanim je podejmą, jak i już po ich podjęciu, a często mówimy o decyzjach, których waga sięga setek milionów złotych – podkreśla Radosław Żydok, ekspert Centrum Strategii Rozwojowych.

Brak systemu monitorowania skutków decyzji

Żaden z czterech analizowanych przez centrum organów nie ma mechanizmu systematycznej oceny skutków swoich decyzji już po ich wdrożeniu. Przepisy nie nakładają również na nie takiego obowiązku. Ocena skutków regulacji obejmuje ustawy i rozporządzenia, ale nie decyzje administracyjne. Tymczasem taryfy zatwierdzane przez URE dotyczą kilkunastu milionów odbiorców, a kary nakładane przez UOKiK mogą sięgać setek milionów złotych. Z danych OECD wynika, że formalną ewaluację ex post prowadzi tylko 23 proc. ze 149 badanych regulatorów w 42 krajach.

– Bardzo ważne jest, żeby uczciwie oceniać te organy i nie wymagać od nich więcej, niż są w stanie robić. Jeżeli dokładamy nowych obowiązków, jak w przypadku Urzędu Regulacji Energetyki, powinny za tym iść też odpowiednie zasoby. To ma bardzo ważne znaczenie dla odbiorców regulacji, czyli nas, konsumentów, dlatego że te urzędy mają nas chronić, a efektywność tej ochrony wynika z szybkości działania. Niestety decyzje są podejmowane dużo później, niż byśmy oczekiwali. Termin ustawowy, na przykład dla UOKiK, to pięć miesięcy, tymczasem średnia wynosi od 12 do 19 miesięcy, a w skrajnych przypadkach mówimy nawet o sześciu–siedmiu latach – mówi Radosław Żydok.

Na niedobór zasobów wskazuje również Urząd Regulacji Energetyki. W sprawozdaniu za 2025 rok urząd wymienia niedofinansowanie, niewystarczające zasoby kadrowe i dużą rotację pracowników. Na koniec ubiegłego roku zatrudniał 433 osoby, a średnia fluktuacja kadr w latach 2023–2025 wynosiła 10 proc. Jednocześnie zakres jego obowiązków się rozszerza. Od 2025 roku URE odpowiada również za regulację rynku wodoru – to już piąty rynek w jego kompetencjach.

Długotrwałe postępowania ze szkodą dla konsumentów

Na długich postępowaniach tracą również konsumenci. Jeśli decyzja zapada dopiero po 12–69 miesiącach od wystąpienia naruszenia, może ono trwać i wyrządzać szkody przez cały czas postępowania. Przy praktykach obejmujących miliony konsumentów skumulowana szkoda może wielokrotnie przewyższać wysokość ewentualnej kary – wskazuje Centrum Strategii Rozwojowych.

– Konsumenci oczekiwaliby w stosunku do organów nadzoru szybszego rozpatrywania spraw, które często ciągną się latami, zwłaszcza jeżeli dotyczy to kwestii związanych z sądami branżowymi. Po drugie, lepszej przejrzystości przepisów, ich większej egzekwowalności i wreszcie dostępności do programów, które pozwalają na weryfikację przedsiębiorców, którzy świadczą usługi w internecie bądź wysyłkowo – przekonuje dr Tomasz Sińczak, prezes Fundacji Forum Konsumentów.

W 2025 roku prezes UOKiK wydał 900 decyzji – 369 dotyczących ochrony konkurencji i 530 w obszarze ochrony konsumentów. Łączna wartość nałożonych kar wyniosła 1,15 mld zł, w tym 545 mln zł za praktyki naruszające zbiorowe interesy konsumentów i stosowanie niedozwolonych postanowień umownych. Według urzędu jego działania przyniosły konsumentom co najmniej 160 mln zł przysporzeń.

– Nastawienie na rozwiązania sankcyjne jest nadmierne. Należy przestawić ten sposób myślenia i bardziej pójść w stronę rozwiązań ex ante, czyli takich, które komunikują rynkowi, jakie powinny być reguły czy zasady postępowania. Niekoniecznie ta komunikacja musi iść w formie nowych ustaw czy rozporządzeń. Bardzo często mniej sformalizowane wytyczne powinny być wykorzystywane przez urzędy regulacyjne do tego, żeby komunikować się z rynkiem i przekazywać, jak wyobrażają sobie jego funkcjonowanie, a nie skupiać się wyłącznie na karaniu – podkreśla Michał Czarnik, ekspert ds. regulacji Instytutu Sobieskiego.

Regulacje ex ante

Za przykład skutecznej regulacji ex ante autorzy raportu podają rynek telekomunikacyjny. Udział Orange Polska, dawniej dominującego operatora, w detalicznym rynku stacjonarnego internetu zmniejszył się z 60 proc. w 2006 roku do poniżej 23 proc. w 2024 roku. Jednocześnie zasięg sieci światłowodowej FTTH w Polsce sięgnął 75,4 proc. gospodarstw domowych, wobec średniej unijnej na poziomie 64 proc., a dostęp do sieci bardzo wysokiej przepustowości VHCN ma 81,1 proc. gospodarstw. Centrum wiąże te wyniki m.in. z regulacją ex ante prowadzoną przez UKE.

W 2025 roku prezes UKE rozpoczął konsultacje dotyczące deregulacji Orange Polska na dwóch rynkach usług hurtowych – LLU i BSA – i przejścia od regulacji ex ante w stronę nadzoru ex post. Według Centrum Strategii Rozwojowych osiągnięcie przez rynek dojrzałości pozwala w tym przypadku na odejście od regulacji ex ante i przejście do reagowania na nieprawidłowości.

– Nie można powiedzieć, że co do zasady polskie urzędy nadzoru hamują konkurencyjność. Oczywiście mamy konkretne sytuacje, w których można mieć wątpliwości, czy ich działania są dobre dla konkurencyjności. Jako przykład można wymienić działania Urzędu Transportu Kolejowego, które doprowadziły w dużej części do tego, że prywatny przewoźnik wycofał się w tym roku ze świadczenia swoich usług – takie zarzuty się pojawiły. Natomiast co do zasady tezy o działaniu polskich urzędów regulacyjnych niezgodnie z zasadą konkurencyjności bym nie postawił – ocenia Michał Czarnik.

Regulacje często chronią monopolistów

Raport opisuje m.in. wejście na polski rynek czeskiego przewoźnika RegioJet. Na decyzję UTK czekał on ok. 19 miesięcy i ostatecznie otrzymał zgodę na uruchomienie czterech z 15 wnioskowanych par pociągów. Według centrum zastosowany w tej sprawie test równowagi ekonomicznej chronił dominującego uczestnika rynku.

 – Polskim urzędom nadzoru potrzebna jest zarówno deregulacja, jak i pewne modyfikacje w sposobie ich funkcjonowania. Prezydent Karol Nawrocki bardzo często podkreśla, że deregulacja jest procesem koniecznym i popiera ten kierunek. Z drugiej strony potrzebne są zmiany usprawniające polski system regulacyjny – wskazuje Piotr Głowacki.

Autorzy raportu proponują m.in. wprowadzenie dialogu prewencyjnego z przedsiębiorcami, lepszą koordynację między regulatorami oraz obowiązkową ocenę skutków najważniejszych decyzji już po ich wdrożeniu. Taka ewaluacja miałaby obejmować decyzje, których wpływ na rynek przekracza 100 mln zł rocznie lub które dotyczą ponad 500 tys. adresatów. Centrum postuluje również wzmocnienie Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, m.in. poprzez zwiększenie jego zasobów kadrowych.

Przeczytaj także: Korzystne zmiany w systemie podatkowym


Źródło: biznes.newseria.pl

Last Updated on 2 września, 2026 by Krzysztof Kotlarski

Udostępnij
TAGS