Paweł Mazurek, członek zarządu oraz dyrektor ds. rozwoju Mennicy Mazovia: Złoto to nie produkt. To sposób na ochronę tego, na co pracujemy latami

Paweł Mazurek, członek zarządu oraz dyrektor ds. rozwoju Mennicy Mazovia: Złoto to nie produkt. To sposób na ochronę tego, na co pracujemy latami

Złoto od wieków pozostaje symbolem bezpieczeństwa i trwałej wartości, a dziś coraz częściej staje się elementem świadomego budowania majątku. Jak zmienia się rynek metali szlachetnych, dlaczego Polacy coraz chętniej inwestują w fizyczny kruszec i czy złoto w erze sztucznej inteligencji nadal pozostanie bezpieczną przystanią? O tym rozmawiamy z Pawłem Mazurkiem, członkiem zarządu oraz dyrektorem ds. rozwoju Mennicy Mazovia.

Pamięta Pan ten konkretny moment, w którym złoto przestało być dla Pana tylko towarem z arkusza Excela czy pozycją w tabeli kursów, a stało się czymś namacalnym? Kiedy poczuł Pan, że ten metal ma w sobie to coś, czego nie mają akcje czy inne aktywa?

Pamiętam to bardzo dobrze, bo sam na początku podchodziłem do złota z dużym dystansem. Z wykształcenia jestem prawnikiem, przez wiele lat prowadziłem biznes w zupełnie innej branży i patrzyłem na świat przede wszystkim przez pryzmat liczb, analiz oraz Excela. Kiedy otrzymałem propozycję wejścia w rynek metali szlachetnych, wiedziałem o złocie naprawdę niewiele.

Przełom nastąpił w momencie, kiedy po raz pierwszy wziąłem do ręki złotą sztabkę. Brzmi banalnie, ale tego doświadczenia nie da się porównać z żadnym wykresem czy notowaniem giełdowym. Nagle uświadamiasz sobie, że trzymasz w dłoni coś, co od tysięcy lat jest symbolem wartości. To nie jest zapis w systemie bankowym ani cyfrowy instrument finansowy. To realny przedmiot, który ma swoją wagę, historię i wartość uznawaną praktycznie na całym świecie.

Później zacząłem coraz głębiej poznawać historię złota. Dowiedziałem się, że każdy jego atom powstał miliardy lat temu w kosmosie, że od starożytności pełniło funkcję pieniądza i że mimo upływu czasu wciąż pozostaje jednym z najbardziej uniwersalnych aktywów. Im więcej czytałem i rozmawiałem z ekspertami, tym bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że złoto nie jest produktem, który się sprzedaje. Jest narzędziem ochrony majątku.

Myślę, że właśnie wtedy przestałem postrzegać je jako towar. Zrozumiałem, że nie oferuję klientom kolejnego produktu inwestycyjnego, ale coś, co daje poczucie bezpieczeństwa i niezależności. To była dla mnie bardzo ważna zmiana.

Do dziś, kiedy przyjeżdżają do nas większe sztabki lub wyjątkowe monety, lubię wziąć je do ręki. Nie fascynuje mnie ich wartość, lecz to, że są jednymi z niewielu rzeczy, które mimo upływu tysięcy lat nie straciły swojego znaczenia. I właśnie tę cechę uważam za największą siłę złota.

Czego o tym rynku nie dowiemy się z podręczników do ekonomii, a co rozumie się dopiero wtedy, gdy codziennie obserwuje się go od środka?

Podręczniki ekonomii świetnie tłumaczą mechanizmy rynku, zależności między stopami procentowymi, inflacją czy kursem walut. Nie pokazują jednak najważniejszego elementu, który każdego dnia obserwujemy w naszej pracy – ludzkich emocji.

Dopiero pracując z tysiącami klientów, zrozumiałem, że złoto rzadko kupuje się wyłącznie z powodów ekonomicznych. Oczywiście liczby są ważne, ale za każdą decyzją stoi konkretna historia. Jedni właśnie sprzedali firmę i chcą zabezpieczyć dorobek życia. Inni otrzymali spadek, urodzili im się wnukowie albo zaczynają myśleć o przyszłości swoich dzieci. Są też osoby, które pamiętają doświadczenia swoich rodziców i dziadków dlatego wiedzą, że poczucie bezpieczeństwa ma ogromną wartość.

Drugą rzeczą, której nie znajdziemy w podręcznikach, jest to, jak bardzo rynek złota opiera się na zaufaniu. Mówi się o cenach, notowaniach i trendach, ale w praktyce klient najpierw wybiera człowieka i firmę, której powierzy swoje oszczędności. Dopiero później przychodzi czas na decyzję „sztabka czy moneta?”. To ogromna odpowiedzialność – teoretycznie nie sprzedajemy produktu pierwszej potrzeby, ale w praktyce pomagamy ludziom podejmować decyzje dotyczące majątku, na który często pracowali przez całe życie.

Jest jeszcze jedna obserwacja. Większość osób interesuje się złotem wtedy, gdy świat staje się nieprzewidywalny. Tymczasem doświadczenie uczy czegoś zupełnie odwrotnego – najlepsze decyzje inwestycyjne podejmuje się wtedy, gdy wokół panuje spokój. Złoto nie jest aktywem, które powinno kupować się pod wpływem emocji. To element długoterminowej strategii, a nie odpowiedź na nagłówki z portali informacyjnych.

Dlatego uważam, że największą lekcją, jaką dał mi ten rynek, jest cierpliwość. Złoto nie nagradza pośpiechu. Nagradza konsekwencję i ludzi, którzy potrafią myśleć o swoim majątku w perspektywie lat, a nie kolejnych dni.

Jak przez ostatnie lata zmienił się polski inwestor? Czy Polacy nauczyli się już traktować złoto jako stały element higieny finansowej na spokojne czasy, czy wciąż jest to dla nas raczej emocjonalna ucieczka i gaszenie pożaru, gdy „pali się grunt pod nogami”?

Myślę, że polski inwestor bardzo dojrzał. Kiedy zaczynaliśmy działalność, wielu klientów przychodziło do nas, gdy o złocie mówili wszyscy, a do głosu dochodziły emocje. Wzrost inflacji, niepokojące informacje z mediów czy gwałtowne wydarzenia na świecie powodowały, że zainteresowanie złotem rosło z dnia na dzień. Złoto było postrzegane przede wszystkim jako bezpieczna przystań na czas kryzysu.

Dzisiaj obserwujemy wyraźną zmianę. Coraz więcej osób traktuje zakup złota nie jako reakcję na nagłe wydarzenia, ale jako naturalny element dywersyfikacji majątku. Klienci nie pytają już „czy warto kupić złoto?”, ale „jaką część swoich oszczędności przeznaczyć na metale szlachetne i jak robić to regularnie?”. Przychodzą do nas z konkretnym planem, który chcą krok po kroku realizować. Bardzo dobrze widać to po rosnącym zainteresowaniu subskrypcyjnymi zakupami złota. Coraz więcej osób odkłada niewielkie kwoty każdego miesiąca, budując swoje rezerwy stopniowo. To jest odpowiedzialne oszczędzanie.

Nie oznacza to jednak, że emocje całkowicie zniknęły. Rynek nadal reaguje na niepewność geopolityczną czy gospodarczą i w takich momentach zainteresowanie złotem wyraźnie rośnie. To naturalne. Różnica polega na tym, że coraz więcej Polaków nie czeka już na kryzys. Zaczynają rozumieć, że bezpieczeństwo finansowe buduje się wtedy, kiedy świat jest spokojny, a nie dopiero wtedy, gdy pojawia się niepokój.

To zresztą podejście, które od lat obserwujemy u najbardziej doświadczonych inwestorów. Oni nie kupują złota dlatego, że wydarzyło się coś nadzwyczajnego. Kupują je, ponieważ chcą mieć w swoim portfelu aktywo, które od wieków pomaga chronić wartość majątku. I mam wrażenie, że właśnie w tym kierunku zmierza dziś również polski rynek.

Czy mit „inwestora w złotym zegarku” odszedł już do lamusa? Kto częściej puka dziś do Państwa drzwi: rekiny biznesu szukające dywersyfikacji milionów, czy „zwykli ludzie” – na przykład młodzi rodzice, którzy zamiast tradycyjnej lokaty wolą kupić uncję kruszcu na przyszłość dzieci?

Myślę, że ten stereotyp już dawno przestał być aktualny. Jeszcze kilkanaście lat temu złoto rzeczywiście kojarzyło się z bardzo zamożnymi inwestorami, sejfami i wielkimi sztabkami znanymi z filmów. Dzisiaj wygląda to zupełnie inaczej.

Oczywiście obsługujemy przedsiębiorców, którzy inwestują miliony złotych po sprzedaży firmy czy nieruchomości i chcą rozsądnie zdywersyfikować swój majątek. Tacy klienci byli, są i będą obecni na rynku. Natomiast największą zmianą jest to, że obok nich pojawiła się ogromna grupa osób, które regularnie kupują niewielkie ilości złota. To nie tylko klienci biznesowi czy osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą, które chcą zabezpieczyć część swoich oszczędności.

To także młodzi rodzice, którzy odkładają kapitał dla swoich dzieci – kupują pierwsze sztabki z okazji narodzin dziecka, chrztu czy Pierwszej Komunii Świętej. Zamiast kolejnego gadżetu wybierają prezent, który może realnie zyskać na znaczeniu za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat. To nie jest już tylko inwestycja. To również sposób na przekazywanie wartości i budowanie świadomości finansowej kolejnego pokolenia.

Przychodzi też do nas coraz więcej osób przed trzydziestką, które świadomie budują swój majątek i traktują złoto jako jeden z elementów długoterminowego planu finansowego. Co ciekawe, nie kupują złota dlatego, że ktoś im to polecił. Najpierw czytają, porównują, analizują i zadają bardzo konkretne pytania. Są świadomymi klientami. Chcą zrozumieć, dlaczego banki centralne zwiększają swoje rezerwy złota, jak działa dywersyfikacja i dlaczego fizyczny kruszec od wieków pełni funkcję zabezpieczenia majątku.

Dlatego powiedziałbym, że dziś do Mennicy Mazovia przychodzą po prostu ludzie, którzy myślą długoterminowo – niezależnie od tego, czy inwestują kilkaset złotych w jednogramową sztabkę, czy kilka milionów w większy portfel metali szlachetnych. Łączy ich jedno – chcą chronić to, na co ciężko zapracowali.

W świecie, w którym wszystko można podrobić, a wizerunek da się kupić reklamą, jak buduje się autorytet w branży, gdzie błąd oznacza utratę zaufania? Co jest dziś ważniejszym paliwem dla rozwoju firmy: konkurowanie ceną, edukowanie klienta od zera czy bezkompromisowe bezpieczeństwo?

Na rynku metali szlachetnych zaufanie buduje się latami, a stracić je można w jeden dzień. To branża, w której klient często powierza nam oszczędności całego życia. Nie kupuje produktu codziennego użytku. Kupuje poczucie bezpieczeństwa. Dlatego odpowiedzialność jest ogromna.

Nigdy nie chcieliśmy być firmą, która konkuruje wyłącznie ceną. Oczywiście cena jest ważna, ale złoto jest towarem notowanym na światowych rynkach. Jeśli ktoś oferuje je zdecydowanie taniej niż wszyscy pozostali, to zamiast się cieszyć, warto zadać sobie pytanie: dlaczego? Na rynku złota naprawdę nie ma okazji.

Dlatego od początku postawiliśmy na trzy filary: wiarygodność, edukację i bezpieczeństwo. Współpracujemy wyłącznie z renomowanymi rafineriami posiadającymi akredytację LBMA, jesteśmy wpisani do rejestru działalności kantorowej prowadzonego przez Narodowy Bank Polski i dbamy o to, aby klient rozumiał, co kupuje i dlaczego właśnie taki produkt będzie dla niego najlepszy.

Często zdarza się, że podczas pierwszego spotkania z klientem więcej czasu poświęcamy rozmowie niż samej sprzedaży. Zadajemy pytania, poznajemy jego potrzeby i tłumaczymy różnice między monetami a sztabkami, między inwestowaniem jednorazowym a regularnym. Zależy nam na tym, żeby decyzja była świadoma. Nawet jeśli oznacza to, że klient wróci do nas dopiero za kilka tygodni czy miesięcy.

Wierzę, że właśnie w ten sposób buduje się markę na lata. Reklama może sprawić, że klient przekroczy próg naszego oddziału. Ale tylko rzetelność, transparentność i profesjonalna obsługa sprawią, że przyjdzie do nas ponownie i poleci nas swoim bliskim. Dla mnie to jest najlepsza definicja sukcesu.

I na koniec: jakie trendy będą najmocniej rozdawać karty na rynku metali szlachetnych w najbliższych latach? Czy w erze sztucznej inteligencji i cyfryzacji absolutnie wszystkiego, kawałek metalu wykopany z ziemi wciąż obroni swój status „bezpiecznej przystani”? Czy technologia zabije magię złota, czy wręcz przeciwnie – jeszcze bardziej ją uwypukli?

Przede wszystkim warto odnieść się do medialnych nagłówków wieszczących koniec złota. To szum informacyjny. Banki centralne na całym świecie systematycznie zwiększają rezerwy złota. Dla inwestorów powinien to być jasny sygnał – kruszec to dziś fundament długoterminowej strategii bezpieczeństwa finansowego.

Co do trendów i technologii, na rynku mamy obecnie ciekawy paradoks. Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że świat będzie zmierzał wyłącznie w kierunku digitalizacji. Dziś sztuczna inteligencja, tokenizacja aktywów czy cyfrowe waluty rozwijają się szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. A jednocześnie obserwujemy coś zupełnie odwrotnego – coraz większą potrzebę posiadania rzeczy prawdziwych, namacalnych i niezależnych od technologii.

Widać to nie tylko na rynku inwestycji. Coraz więcej młodych ludzi wraca do papierowych książek, tradycyjnych notatników, płyt winylowych czy mechanicznych zegarków. To nie jest przypadek. W świecie, w którym niemal wszystko istnieje już tylko na ekranie, fizyczne przedmioty odzyskują swoją wartość. Są autentyczne. Nie znikną po rozładowaniu baterii, awarii serwera czy zmianie aplikacji.

Myślę, że dokładnie to samo dzieje się ze złotem. Technologia nie odbierze mu znaczenia. Wręcz przeciwnie – będzie jeszcze mocniej przypominać nam, jak cenne są aktywa, które istnieją niezależnie od systemów informatycznych, banków czy platform cyfrowych. Oczywiście digitalizacja zmieni sposób, w jaki kupujemy złoto. Już dziś wielu klientów rozpoczyna cały proces online, porównuje produkty, analizuje rynek i korzysta z nowoczesnych narzędzi. Ale w pewnym momencie i tak chce wziąć sztabkę do ręki. Chce poczuć jej ciężar. To doświadczenie, którego nie zastąpi żaden ekran.

Dlatego nie wierzę w świat, w którym technologia zastąpi złoto. Wierzę natomiast, że technologia sprawi, iż jeszcze bardziej docenimy to, czego nie da się skopiować, zhakować ani dodrukować. Im bardziej cyfrowa będzie nasza codzienność, tym większą wartość będą miały aktywa, które można po prostu wziąć do ręki. I być może właśnie dlatego złoto od kilku tysięcy lat pozostaje symbolem trwałości. Zmieniają się cywilizacje, waluty, technologie i systemy finansowe, a ono niezmiennie zachowuje swoją wartość. Myślę, że to najlepsza odpowiedź na pytanie o jego przyszłość.


Paweł Mazurek

Prawnik, absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego oraz współtwórca Mennicy Mazovia. Od wielu lat związany z rynkiem metali i kamieni szlachetnych. W swojej pracy łączy doświadczenie biznesowe z edukacją finansową, pokazując, w jaki sposób złoto może stanowić element długoterminowej strategii finansowej oraz ochronę kapitału w okresach niepewności gospodarczej i geopolitycznej.


Przeczytaj także: Media energetyczne w rękach ekspertów: Dalkia zarządza infrastrukturą, by przemysł mógł skupić się na biznesie. Wywiad z Jackiem Chodkowskim, dyrektorem generalnym Grupy Dalkia w Polsce

Last Updated on 3 sierpnia, 2026 by Anastazja Lach

TAGS