Płynność finansowa polskich firm na krawędzi
Według najnowszych danych z raportu Intrum European Payment Report 2026 (EPR), rodzime przedsiębiorstwa operują z minimalnym buforem ochronnym. Przeciętnie aż 11,4% przychodów polskich przedsiębiorstw wpływa na konto po wyznaczonym terminie. Tymczasem deklarowany przez menedżerów próg, po którym opóźnienia zaczynają bezpośrednio zagrażać działalności operacyjnej, wynosi 11,5%. Różnica między tymi dwiema wartościami to zaledwie 0,1 punktu procentowego. Każde dodatkowe zachwianie dyscypliny płatniczej kontrahentów może natychmiast sprawić, że płynność finansowa wielu organizacji zostanie całkowicie zablokowana.
Jednakże problem ten ma znacznie szerszy wymiar makroekonomiczny. Skalę kryzysu potwierdzają twarde dane z końca listopada 2025 roku, kiedy to łączne zaległości płatnicze przedsiębiorstw przekroczyły 46,2 miliarda złotych. W rezultacie liczba niewypłacalności osiągnęła w 2025 roku historyczny rekord 6566 przypadków. Dzieje się tak mimo faktu, że PKB Polski wzrosło w tym samym okresie o 3,6%.
Gospodarka dwóch prędkości i luka w segmencie B2B
Taki stan rzeczy doprowadził do powstania tak zwanego modelu gospodarki dwóch prędkości. Podmioty posiadające odpowiedni kapitał obrotowy rozwijają się w stabilnym i szybkim tempie. Natomiast organizacje pozbawione rezerw gotówkowych masowo wypadają z rynku nawet w pozornie sprzyjającym otoczeniu makroekonomicznym. Ponieważ spóźnione środki zmuszają firmy do finansowania bieżącej działalności z kredytów lub kosztem rezygnacji z inwestycji, skutki zatorów odczuwa cały rynek. Aż 36% badanych podmiotów przyznało, że opóźnienia kontrahentów uniemożliwiły im terminowe płacenie własnych zobowiązań wobec dostawców.
Warto dodać, że raport EPR ujawnia potężną lukę między terminami umownymi a rzeczywistym spływem należności. W segmencie B2B średni termin na fakturze wynosi w Polsce około 43 dni, lecz realna zapłata wpływa dopiero po 64 dniach. Oznacza to opóźnienie rzędu 21 dni. Co ciekawe, w skali europejskiej ten margines bezpieczeństwa już praktycznie przestał istnieć. Firmy w Europie deklarują średnio aż 12,1% przychodów wpływających po terminie przy identycznym progu tolerancji wynoszącym 12,1%. Europa wyczerpała już swój zapas, a Polska balansuje na jego skraju.
Małe firmy finansują duże korporacje
Za strukturą tego problemu stoi przede wszystkim drastyczna asymetria siły negocjacyjnej na rynku. Aż 55% polskich firm przyznało, że zaakceptowało skrajnie długie terminy płatności pod presją ze strony dużych korporacji. Dodatkowo 58% przedsiębiorstw deklaruje, że przyjmuje niekomfortowe warunki wyłącznie z obawy przed bezpowrotną utratą klienta. W segmencie podmiotów zatrudniających od 10 do 49 osób opóźnień w płatnościach doświadcza obecnie aż 84% organizacji. Zjawisko to wywołuje niebezpieczny efekt kaskadowy. Małe podmioty bezpłatnie kredytują wielkich graczy, ryzykując własnym bankructwem.
Obecnie oficjalne statystyki pokazują, że problemu nie rozwiązują nawet rozbudowane przepisy krajowe. Ustawa o przeciwdziałaniu nadmiernym opóźnieniom w transakcjach handlowych nakłada sztywne limity i kary, ale ich egzekucja przez UOKiK przynosi sankcje rzędu 10 milionów złotych rocznie. Przy zaległościach sięgających 46 miliardów złotych stanowi to zaledwie 0,02% wartości całego problemu.
Z tego powodu prognozy na resztę 2026 roku pozostają alarmujące. Eksperci szacują, że liczba niewypłacalności w Polsce może wzrosnąć do około 7500 przypadków, a 49% przedsiębiorstw spodziewa się dalszego pogorszenia sytuacji. Jeśli kultura płatnicza w biznesie nie ulegnie zmianie, zagrożona płynność finansowa doprowadzi do lawinowego zamykania kolejnych przedsiębiorstw w całym łańcuchu dostaw.
Przeczytaj także: Banki w obliczu wymogów ESG. Presja rynku rośnie.
Źródło: inf. prasowa
Last Updated on 20 maja, 2026 by Karolina Bandulet