Niska rentowność gospodarstw rolnych. Problemem nie tylko ceny skupu

Niska rentowność gospodarstw rolnych. Problemem nie tylko ceny skupu

Prowadzenie gospodarstwa rolnego staje się dziś coraz większym wyzwaniem ekonomicznym. Jak podkreślają przedstawiciele producentów rolnych, problemem nie są już wyłącznie wahania cen skupu. Następuje też trwałe zachwianie relacji między kosztami produkcji a przychodami. To powoduje, że dla wielu gospodarstw nie sprzedaż produktów, tylko dopłaty i instrumenty publiczne są podstawowym elementem stabilizującym.

– Rentowność gospodarstw jest dzisiaj bardzo mocno zachwiana. Szczególnie widać to w kalkulacjach prowadzonych przez Wielkopolską Izbę Rolniczą. Wynika z nich, że od kilku sezonów nie zarabiamy na produkcji zbóż takich jak pszenica ozima czy kukurydza – mówi agencji Newseria Mateusz Stankiewicz, ekspert Federacji Branżowych Związków Producentów Rolnych. – Są oczywiście rośliny, które w tych podsumowaniach generują nadwyżki, jak rzepak ozimy i buraki. Ale dziś to przede wszystkim kwestia skali pozwalającej obniżać koszty determinuje nadwyżkę finansową, którą gospodarstwo jest w stanie wypracować.

Ekspert dodaje, że pewną rolę stabilizacyjną pełnią instrumenty wspólnej polityki rolnej. Jednak konieczna jest praca nad stworzeniem mechanizmów, które przywrócą rentowność sektora. Obecnie nie utrzymuje się on z produkcji, lecz tylko dzięki instrumentom europejskim czy krajowym.

Presja kosztowa destabilizuje rynek

Twarde dane potwierdzają, że presja kosztowa jest silna. Najnowsze kalkulacje Wielkopolskiej Izby Rolniczej za kwiecień 2026 roku wskazują, że wynik finansowy z 1 ha pszenicy ozimej wynosi ponad -1 tys. zł, a z 1 ha kukurydzy na ziarno ponad -4 tys. zł. Jednocześnie dodatni wynik w tych samych kalkulacjach notuje rzepak (+710,79 zł/ha). Sama izba podkreśla, że jej wyliczenia obejmują większość kosztów ponoszonych przez gospodarstwo, w tym amortyzację. Pokazuje to realną skalę obciążenia ekonomicznego produkcji.

– Ujemna rentowność jest związana przede wszystkim z kosztami produkcji, które ponosimy – wyjaśnia Mateusz Stankiewicz. – My jako rolnicy nie mamy wpływu na rynki globalne, które decydują dzisiaj o cenach zbóż czy rzepaku, ale możemy pracować nad kosztami. Widzimy kilka rozwiązań. Na pewno jedną z odpowiedzi jest skala, czyli większa współpraca pomiędzy samymi rolnikami. Potrzebna jest też troska wszystkich uczestników sektora rolno-spożywczego. Tak, aby ten najsłabszy element, którym dzisiaj są rolnicy, nie wywrócił całego systemu.

Jak wskazuje, chodzi przede wszystkim o marże, które zdaniem rolników są rozłożone w sposób niesprawiedliwy. Przykładowo sprzedają oni ziemniaki za kilkadziesiąt groszy za kilogram, który później w sklepie kosztuje 2–2,50 zł.

Problem nie dotyczy wyłącznie Polski. Według Eurostatu realny dochód z działalności rolniczej w przeliczeniu na pełnozatrudnionego w całej UE wzrósł w 2024 roku jedynie o 0,6 proc. wobec 2023 roku, a w Polsce spadł o 1,3 proc. Spadki odnotowano też m.in. we Francji, Rumunii, Niemczech i Holandii. Pokazuje to, że napięcie dochodowe w rolnictwie ma charakter szerszy niż tylko krajowy.

Walka z nieuczciwymi praktykami

Komisja Europejska od kilku lat próbuje wzmacniać pozycję rolników w łańcuchu żywnościowym. Unijna dyrektywa zakazuje 16 nieuczciwych praktyk handlowych. Z raportu Komisji wynika tymczasem, że w 2023 roku w państwach członkowskich wszczęto ok. 1500 postępowań, z czego ok. 17 proc. zakończyło się stwierdzeniem naruszenia i sankcją. Najwięcej wykrytych nieuczciwych praktyk przypadało na poziom detaliczny. W Polsce za nieuczciwe wykorzystywanie przewagi kontraktowej grozi kara do 3 proc. obrotu z roku poprzedzającego jej nałożenie.

– Niską rentowność gospodarstw obserwujemy w skali europejskiej. Nie dotyczy to tylko producentów zbóż w Polsce. Oczywiście poszczególne rynki funkcjonują inaczej. Dobrym przykładem są Włochy, gdzie mamy dużą produkcję żywności. Ale też bardzo silny rynek wewnętrzny i konsumpcję napędzaną przez turystykę – mówi ekspert Federacji Branżowych Związków Producentów Rolnych. – Tam małe przetwórstwo, z którego słyną włoskie gospodarstwa, dobrze się odnajduje w takich realiach. W Polsce struktura rynku jest inna i dlatego musimy znaleźć sposób na zachowanie równowagi między rolnikami a sieciami handlowymi.

W debacie o przyszłości sektora coraz częściej wraca więc pytanie o model podziału wartości w łańcuchu „od pola do stołu”. Komisja Europejska uruchomiła już unijne obserwatorium łańcucha rolno-spożywczego AFCO. Jego celem jest większa przejrzystość cen, kosztów oraz podziału marż i wartości dodanej. Równolegle trwają rozmowy o WPR po 2027 roku. Komisja zaproponowała, by w nowej perspektywie po 2027 roku co najmniej 300 mld euro przeznaczyć na wsparcie dochodów i kryzysowe wsparcie dla rolników, co pokazuje, że publiczne instrumenty nadal mają pozostać jednym z filarów stabilności sektora.

– Jeśli chodzi o powszechny dostęp do żywności, musimy współpracować z sieciami spożywczymi. W swoistym trójkącie – rolnicy, sektor zakupowy i państwo – potrzebne jest wsparcie regulacyjne, które unormuje relacje między rolnikami, pośrednikami a handlem. Dziś praktycznie każdy, kto porównuje ceny u rolnika i w sklepie, zadaje sobie pytanie, z czego wynika tak duża różnica – zwraca uwagę Mateusz Stankiewicz.

Bezpośrednio od rolnika

W Polsce istnieją już rozwiązania pozwalające rolnikom skracać łańcuch dostaw, w tym rolniczy handel detaliczny, w ramach którego możliwe jest przetwarzanie i sprzedaż żywności własnej produkcji konsumentom końcowym, pod nadzorem odpowiednich służb sanitarnych i weterynaryjnych. Z punktu widzenia producentów to jednak wciąż raczej uzupełnienie modelu biznesowego niż odpowiedź na systemowy problem relacji cenowych w całym sektorze.

– Często znacznie korzystniejsze ceny niż na półkach sklepowych można znaleźć bezpośrednio w gospodarstwach, dlatego zachęcam do korzystania ze sprzedaży bezpośredniej oferowanej przez rolników – podkreśla ekspert. – Rozwiązań jest wiele. Mamy propozycje dotyczące lokalnych półek czy większego korzystania z produktów wytwarzanych lokalnie, ale do tego potrzebna jest zgoda i zaangażowanie wszystkich stron. Nasze rekomendacje muszą być zbieżne z tym, co jest w stanie zaproponować administracja krajowa, ale też z tym, na co będą gotowe sieci handlowe. Bez wspólnego działania nie uda się trwale poprawić sytuacji dochodowej gospodarstw – konkluduje.

Przeczytaj także: Zainteresowanie biogazowniami rolniczymi coraz większe. Liczba wniosków o dofinansowanie wzrosła siedmiokrotnie w ciągu roku


Źródło: biznes.newseria.pl

Last Updated on 11 maja, 2026 by Krzysztof Kotlarski

Udostępnij
TAGS